sobota, 2 lipca 2016

Witajcie ludki! Z przykrością oświadczam, że to koniec tej historii. Czytając to wszystko teraz tarzam się po podłodze ze śmiechu :) Postanowiłam jednak, że nie usunę bloga, tylko będę wstawiać różne opowiadania, czy cokolwiek innego.

niedziela, 13 marca 2016

Witajcie ludki! Nie wiem czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda, mam nadzieję, że tak. Przepraszam za zaniedbanie bloga, ale jakoś nie bardzo mogę kontynuować tę historię. Zamieszczam opowiadanie całkowicie nie związane z tym blogiem. To zwykłe opowiadanie, liczę na ocenę zarówno pozytywną jak i negatywną. Miłego czytania!

 To był chłodny poranek. Gorąca herbata rozgrzewała jej zmarznięte ciało. Pół godziny wcześniej stała samotnie nad brzegiem morza i wpatrywała się w ciemne fale, uderzające z ogromną mocą o klif. Czuła potworny ból i smutek. Jej rozdzierający krzyk zagłuszało morze. Łzy spływały po jej policzkach, przerażała ją ta cholerna pustka, którą odczuwała. To przez niego, to on, Chris był przyczyną jej cierpienia. Nie wiedziała czy to co kiedyś czuła do tego człowieka to była miłość. Może to tylko przyzwyczajenie. Teraz była pewna, że nienawidziła go. Swoim zachowaniem przewyższył samego siebie. -"Jak zadawałeś ból, tak sam będziesz cierpiał. Jak powodowałeś smutek tak sam będziesz się smucił"- szepnęła , po czym odwróciła się i pobiegła w ciemność. Teraz siedząc w swoim ciepłym i przytulnym mieszkaniu nie mogła uwierzyć w to, jak głupia była wychodząc w niemal letnim ubraniu na taki mróz. Wtedy jednak nie zastanawiała się nad tym jakie konsekwencje będzie miało jej dziecinne zachowanie, po prostu musiała odreagować. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Wiedziała kto dzwoni, dlatego nawet nie podniosła się z krzesła. Od tygodnia kilka razy dziennie dzwonił, co chwile dostawała jakieś wiadomości. Nie zamierzała mu jednak wybaczyć, nawet gdyby przysłał jej tuzin czerwonych róż. Tyle lat się starała, była na każde jego zawołanie, robiła wszystko co mogła by go uszczęśliwić, zapominając przy tym o własnym szczęściu. A on co? Każdego dnia zadawał jej rany psychiczne, nic mu w niej nie pasowało, wszystko robiła źle. Zdradzał ją, wiedziała o tym od dawna, ale mimo to nic nie zrobiła. Bała się zburzyć to, na co tyle czasu pracowała. Może nie było to wymarzone życie i idealny związek, ale tylko takie życie znała. Bała się, że może być jeszcze gorzej, dlatego uparcie próbowała ratować ówczesną sytuacje. Teraz jednak wszystko się zmieniło, tym razem nie mogła już spojrzeć na to wszystko z przymrużonym okiem. W piątek 17 grudnia 2014 roku wróciła z teatru wcześniej niż zwykle. Było to spowodowane nagłą chorobą dyrygenta chóru w związku z czym wszyscy chórzyści zostali zwolnieni do domu. Wracając do mieszkania Chrisa czuła dziwny niepokój. Musiało się coś stać, była tego pewna. Ze zgrzytem zamka otworzyła drzwi. Niestety i tym razem nie zawiodła jej intuicja. Weszła do środka, z głębi domu usłyszała głosy, które od razu rozpoznała. Już wiedziała co tu się wydarzyło. To był Chris i dziewczyna, którą znała z widzenia. Z tego co wiedziała, to dziewczyna była niewiele od niej młodsza, miała koło 20 lat i nazywała się Tara. Teraz jednak widząc ich w jednoznacznej sytuacji, nie interesowało ją życie Tary. Rozejrzała się przelotnie po pomieszczeniu i ze łzami w oczach wybiegła. -Vanesso! Porozmawiajmy!- krzyknął, ale ona nie słuchała, tylko dalej biegła przed siebie. Dogonięcie jej nie zajęło mu długo. Już po chwili boleśnie złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Nie ignoruj mnie.- wysyczał.-To nie tak jak myślisz. -Ohh przestań. Nie chcę nawet słuchać Twoich nic nie wartych słów! Tylko winny się tłumaczy!- wiedziała, że to przysłowie nie jest do końca prawdziwe, ale mimo wykrzyknęła mu je prosto w twarz. -Vanesso, uspokój się. To była tylko niewinna przygoda, chyba nie chcesz teraz przez taką głupotę niszczyć wszystko między nami? -Ja?! Ja niszczę?! Czy Ty siebie w ogóle słyszysz? Myślałeś, że znowu powiem, że nic się nie stało? O nie, nie tym razem. Miarka się przebrała. Chris, to koniec. Żegnaj.-wyrwała mu się z uścisku i ile sił w nogach popędziła przed siebie. Z oddali usłyszała Jego krzyk:-Jeszcze tego pożałujesz Vanesso! Sytuacja ta, gdyby nie była dla niej tak bolesna, mogłaby być śmieszna. Chris próbował użyć dokładnie takich samych wymówek jak wielu innych mężczyzn, zdradzających swoje dziewczyny czy żony. Prawdę mówiąc było to wręcz zabawne. To wszystko wyglądało tak jak w stereotypowych opisach zdrady. Mimo to, było to dla niej koszmarne przeżycie. Jej świat się zawalił. Nie było to spowodowane tylko tą jedną sytuacją, tylko całokształtem. Zobaczenie na własne oczy zdrady Chrisa było tym, co przepełniło czarę goryczy. W ciągu tego tygodnia Chris ciągle do niej wydzwaniał. Pisał sms-y, początkowo z prośbą, o to, by do niego wróciła. Później stały się one mniej przyjazne. Zaczął jej grozić, że jeśli nie spełni jego prośby, to skończy źle. Bała się, cholernie się bała. Wiedziała, że Chris może być dla niej poważnym zagrożeniem, ale postanowiła, że tym razem mu się nie podda. -To już przeszłość Vanesso, uspokój się, nic Ci nie grozi- szepnęła sama do siebie. Zamierzała się dzisiaj upić, tak by na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Wstała od stołu, podeszła do szafki i wyciągnęła z niej butelkę wina. Czerwoną cieczą zapełniła cały, wcześniej przygotowany, kieliszek.
Patrząc przez okno powoli go opróżniała. Ponownie go napełniła. Po chwili zawartość jego tak szybko zaczęła znikać, że stwierdziła, że nie ma sensu tracić czas na przelewanie.
Chwyciła dłońmi butelkę i zaczęła ją powoli obracać. -Co się z Tobą stało Vanesso? Co się stało z Twoimi ideałami, marzeniami? Jak mogłaś poświęcić to wszystko dla kogoś, kto miał Cię za nic?- mówiła sama do siebie. Jej oczy ponownie zaszkliły się, podniosła, przechyliła butelkę i zaczęła pić z gwinta. Po pewnym czasie straciła orientację, jak przez mgłę pamiętała, że ledwo trzymając się na nogach, doczłapała do łóżka w sypialni i się na nie osunęła. Zaczęła śnić. Leżeliśmy razem na trawie. Tylko on i ja, daleko od świata, od ludzi. Było cudownie. Leżałam oparta o Twoją klatkę piersiową, a ty bawiłeś się kosmykami moich włosów. Gdzieś koło nas pięknie ćwierkał cały chór ptaków. Było po prostu idealnie. Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, świat stał przed nami otworem. Nasza miłość wydawała się silniejsza niż wszystko. -Kocham Cię- szepnąłeś mi do ucha. -Ja Ciebie też- odpowiedziałam. Nagle zauważyłam nóż w mojej ręce, nie miałam pojęcia jak on tam się znalazł. Moje ciało przeszył dreszcz. Gwałtownie podniosłam się, Niewidzącymi oczyma spojrzałam na Ciebie. -Vanesso, kochanie, czy coś się stało? Powiedziałem coś nie tak?- zapytał lekko zdziwiony. -Dobrze wiesz o co chodzi. Poderżnę Ci gardło nożem, który zostawiłeś w moich plecach.- wycedziłam i zadałam pierwszy cios. Ostrze zatopiło się głęboko w Twoim wnętrzu. Z rany zaczęła lecieć krew. Oniemiały złapałeś się za brzuch i spojrzałeś na mnie przerażony. Osunąłeś się na ziemię, a ja uklękłam nad Tobą. Zadałam kolejny cios i jeszcze następny. Po pewnym czasie straciłam rachubę. Ciemno czerwona ciecz spływała po moich rękach, ale mi nie było dość. Z ogromną przyjemnością i satysfakcją po raz kolejny zatopiłam w Tobie nóż. Dokoła panowała grobowa cisza, tylko mój szaleńczy śmiech ją mącił. Twoje oczy, już dawno znieruchomiały, ale ja dalej nie przestawałam. Raz za razem zadawałam kolejne ciosy. Wszędzie była krew. Nagle osłupiałam. Spojrzałam na Ciebie, po czym zerknęłam na swoje ręce. -Nie, to niemożliwe. To nie może być prawda. Chris?- szepnęłam. Nie odpowiedział. -Nie, nie, nie, ja nie mogłam go zabić. Chris proszę Cię odezwij się. Chris!!!- krzyczałam bez opamiętania. Vanessa gwałtownie się obudziła. -To tylko sen, spokojnie, to tylko głupi sen.- próbowała się uspokoić. Postanowiła wziąć zimny prysznic. W łazience spędziła nie więcej niż 30 minut. Poszła do kuchni w celu zaparzenia herbaty i ze zdumieniem spostrzegła, że na telefonie, który leżał na stole widniała data Niedziela- 27 grudnia. Oznaczało to, że przespała prawie całą sobotę! Z gorącym kubkiem herbaty poszła do salonu i włączyła telewizor. Przełączyła na kanał, na którym nadawano lokalne wiadomości. Zaczęła słuchać prezenterki. - Prawdopodobnie w sobotni wieczór, brutalnie zamordowany został młody mężczyzna o imieniu Chris B. Ta potworna zbrodnia wstrząsnęła lokalnym społeczeństwem. Policja jak na razie poszukuje dowodów, jedno jest pewne, było to morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Sprawca jak dotąd nieznany. Więcej informacji o 19.00- Vanessa była przerażona. -Nie. To jakieś nieporozumienie. Na pewno nie chodzi o mojego Chrisa. To jakaś pomyłka, to nie może być prawda!- miała mętlik w głowie.- Nie, nie, nie, nie, nie.-powtarzała w kółko. -A co jeśli to ja? Nie! To niemożliwe. To był sen czy jawa?


środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 7

"Perspektywa Liss"

Wzięłam szybki prysznic, na powiekach zrobiłam czarne kreski eyelinerem, nałożyłam tusz na rzęsy, trochę pudru. Nie chciałam marnować czasu na dokładne prostowanie włosów więc związałam je w dwa kucyki po bokach i szybko ułożyłam grzywkę. Nałożyłam czarne jeansy z dziurami na kolanach i ciemny t-shirt z jakimś nadrukiem. Spojrzałam jeszcze w lustro by ocenić czy wyglądam znośnie i wyszłam z łazienki. Oliver siedział, tyłem do mnie, na łóżku i przeglądał coś w telefonie. Nie zauważył mnie więc postanowiłam wykorzystać sytuację, zakradłam się i zaczęłam go łaskotać. Najwidoczniej miał ogromne łaskotki bo od razu zaczął się śmiać. Po chwili jednak złapał mnie za nadgarstki i nie wiem jakim cudem nagle znalazłam się pod nim i to on łaskotał mnie.
-Oliver proszę przestań! - zaczęłam krzyczeć, nienawidziłam łaskotek.
-Sama zaczęłaś! To Twoja kara- odparł ze śmiech.
-Błagam Cię zrobię wszystko tylko przestań!
-Wszystko?
-Tak, proszę Cię skończ!!- nagle przestał mnie łaskotać i spojrzał na mnie z ogromnym uśmiechem.
-Chce buziaka.
- Dobrze, dam Ci buziaka, tylko błagam Cię zejdź już ze mnie!- Gdy w końcu zsunął się ze mnie, usiadłam i dałam mu obiecanego buziaka.
-Zadowolony?- spytałam.
- I to bardzo.
-Idziemy?
- Jasne.



-Oliver nie pędź tak!-wysapałam.
-Liss, to nie moja wina, że masz tak krótkie nogi.- odpowiedział ze śmiechem zwalniając trochę.
-Masz coś do moich nóg?
-Hahhahahahh nie, są bardzo ładne, ale zdecydowanie za chude.
-Nie prawda!
-Elisabeth jesteś lekka jak piórko- mówiąc to podciągnął mnie do siebie, podniósł i przewiesił mnie przez ramie.
-Oliver natychmiast mnie opuść!-krzyknęłam.
- Nie ma takiej opcji.- odparł śmiejąc się, po czym ruszył dość szybkim krokiem przed siebie.
Na nic zdały się moje prośby, groźby, krzyki i uderzania pięściami w jego plecy. Postawił mnie na ziemi dopiero przy wyjściu z hotelu.
-NIGDY WIĘCEJ TAK NIE RÓB- wycedziłam.
-I tak się nie posłucham i będę to robił- odpowiedział szczerząc się do mnie.
Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem i wyszliśmy z budynku.
-Gdzie idziemy?- spytałam.
-Znam takie bardzo ładne miejsce, tylko najpierw wstąpimy do tego sklepu- odparł otwierając przede mną drzwi.
-Ummm pomyślmy wezmę chipsy, a do tego chipsy no i chipsy + cola lub sprite. Co ty na to?
-Wystarczy mi woda.
-Lissss...- spojrzał na mnie tym swoim rozbrajającym mnie wzrokiem.
-Nooo dobra. Możemy wziąć żelki.
-Żelki... Cholera, jak mogłem o tym zapomnieć.
Po chwili znowu byliśmy na chodniku. Poszliśmy na postój taksówek.
-Czyli to dość daleko?-spytałam
-Nie tak bardzo, ale szybciej będzie taksówką.

- Do st. james's parku.
-James's park? ojej dawno tam nie byłam.
-No widzisz, dzięki mnie będziesz miała zobaczyć piękne miejsce.
Około 15 minut później byliśmy na miejscu.
-Trzymaj się teraz mnie- powiedział łapiąc mnie za rękę
-Ale Oli, przecież droga prowadzi tam.- wskazałam wolną ręką ścieżkę przed nami.
-Aniele, trzeba wyznaczać własne ścieżki- szepnął mi do ucha i pociągnął w stronę drzew.- Zamknij oczy Liss.- przekręciłam oczami, ale ostatecznie wykonałam jego polecenie pod naporem jego (jak zwykle rozbrajającego mnie) wzroku. Kilka razy skręcaliśmy przez co całkowicie straciłam orientację. Nagle Oliver puścił moją rękę i odszedł ode mnie.
-Otwórz oczy Elisabeth- usłyszałam jego szept i otworzyłam oczy.
-Ohh- Wyrwało mi się.- Tu jest po prostu cudownie.- byliśmy na jakiejś polanie, łące, wszędzie rosły kwiaty. Otaczające nas wysokie drzewa i krzewy dodawały temu miejscu tajemniczości, oddzielały nas od świata.
-Cieszę się, że Ci się tu podoba- szepnął mi do ucha, obejmując mnie od tyłu.-Mam nadzieję, że będziemy tu mogli częściej przychodzić.
-Na pewno- odparłam. Położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym.


Od Autora

No cóż.... trochę dziwnie się piszę o takich przyjemnych rzeczach. Przepraszam za błędy. Pewnie częściowo domyślacie się co może się stać na takiej polanie XD ( no ale pamiętając o przeszłości liss niczego nie obiecuje, przekonacie się niedługo co się tam będzie dziać.) Musiałam tu przerwać, bo potrzebuje jeszcze trochę czasu na napisanie dalszej części wydarzeń na łące. Mam nadzieję, że nie zajmie mi to tak długo.  Jak Wam mijają wakacje? Nie mogę uwierzyć, że już się kończą. Niestety znowu zaczyna się szkoła:( KOMENTUJCIE!!!










środa, 8 lipca 2015

Rozdział 6

"Perspektywa Liss"

Po raz kolejny obudziłam się w tym samym pokoju. Na łóżku obok leżał Oliver zajęty pisaniem czegoś w zeszycie.
-Co robisz?- mruknęłam, po czym odchrząknęłam poranną chrypę.
-Piszę nowy tekst. Sorry, nie zauważyłem, że się obudziłaś.
-Mogę zerknąć?
-Liss, dopiero zacząłem, ale obiecuję Ci, że będziesz pierwszą osobą, która przeczyta ten tekst, okay?
- Czuję się zaszczycona- odpowiedziałam mu z uśmiechem.

-Słuchaj, chyba musimy poważnie pogadać- powiedział odkładając zeszyt na nocną szafkę. Po chwili siedział już koło mnie.
-Wiem, wiem. Zasługujesz na to, żebym Ci wytłumaczyła kilka spraw, ale wierz mi to nie jest dla mnie łatwe więc próbowałam zwlekać z tą chwilą najdłużej jak się tylko da. Teraz już chyba nie mogę tego przeciągać. Nie mam pojęcia od czego zacząć...
-Najlepiej od początku- mruknął z uśmiechem, który chyba miał mi dodać odwagi.
-Nie miałam prawdziwego dzieciństwa Oli. Mój ojciec był straszny. Bałam się go, dalej się go boję choć jestem już starsza. Zauważyłeś, że mało jem prawda? Wszystko zaczęło się już wtedy. On zmuszał mnie do jedzenia okrutnymi sposobami, już wtedy znienawidziłam każdy rodzaj jedzenia. Każdy posiłek kończył się awanturą, karą- często cielesną. Bałam się sprzeciwić. Nie raz np. rzucał we mnie jedzeniem po czym się śmiał i kazał przepraszać go za to, że się tak karygodnie zachowałam. . Bił, poniżał mnie bardzo często.Było wiele gorszych sytuacji z ojcem, ale na razie nie chce o tym mówić. Najgorsze chyba były rany psychiczne. Nienawidziłam go. Byłam małą dziewczynką gdy po raz pierwszy chciałam popełnić samobójstwo, miałam zaledwie 7 lat. Wymieszałam wtedy różne chemikalia, skończyło się na wymiotowaniu. Mama, choć nie była aż tak zła jak On, swoją rozpacz wyżywała na mnie. Tak jakbym to ja była odpowiedzialna za całe zło tego świata. Rodzice się rozwiedli. Ojciec uważał, że to moja wina. Dla niego nie ważne było, że zachowywał się jak tyran, ważne było to, że to ja udowodniłam, że zdradzał matkę. Moimi dowodami były nagie zdjęcia, a raczej całe sesje różnych młodych dziewczyn. Po raz pierwszy postawiłam się ojcu. Bałam się okropnie, ale to była jedyna szansa na uwolnienie się od niego. Niestety oprócz matki i ojca miałam jeszcze okrutną babcię od strony mamy. To jest dopiero diabeł w ludzkiej skórze z różańcem w ręce. Ona nienawidziła mnie przez sam fakt, że żyję i jestem córką swojego ojca. Nigdy nie rozumiałam o co jej właściwie chodzi. Próbowałam żyć z nią w zgodzie, ale się nie dało. Nie radziłam sobie z otoczeniem i z samą sobą. Nienawidziłam swojego ciała, wyglądu, nie potrafiłam dogadać się z ludźmi, czułam się bardzo samotna. Zmieniłam wygląd, zaczęłam się odchudzać. Stosowałam głodówki, choć wiedziałam jak to działa. Później rzucałam się jak wilk na jedzenie, po czym leciałam do łazienki i wywoływałam wymioty. Oprócz tego okazało się, że mój organizm kiepsko sobie radzi z życiem. Niedobór hormonu wzrostu, torbiel na śledzionie, prawostronne wodonercze, zagrożenie cukrzycą. Miałam, mam ciężką depresje. Zaczęłam się ciąć, pić i palić. Później kilka prób samobójczych. Trafiłam do szpitala bo tym razem na prawdę wzięłam dużo leków, a do tego moje nogi były w kiepskim stanie (to głównie tam miałam rany, nie chciałam ciąć się na rękach bo ktoś mógłby zauważyć). Miałam płukanie żołądka, a później trafiłam do psychiatryka. Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść więc udawałam, że cała ta próba to głupi wybryk i bardzo żałuję. Oprócz tego cały czas śpiewałam, byłam dla wszystkich miła itp. Wypuścili mnie już po tygodniu. Myśleli, że wszystko jest okay, a tak na prawdę nic kurwa nie było, ani nie jest okay. Próbowałam zapomnieć o wszystkim, zacząć od nowa. Zmieniłam szkołę, ale to nie wiele pomogło. Ludzie wszędzie są tacy sami, tylko czasem zdarzają się wyjątki. Może i na zewnątrz udaję szczęśliwą, ale od środka wszystko się rozpierdala. Jednak to nie było najgorsze. W środku, we mnie jest coś jeszcze. Coś bardzo strasznego. Wiem to, czuję. Prawdopodobnie mój umysł próbował mnie chronić przed tym wspomnieniem dlatego też nie wiem o co chodzi, lecz jak tylko o tym pomyślę, czuję strach i łzy napływające do oczu. Kiedyś wydarzyło się coś strasznego, a ja nie jestem w stanie powiedzieć co. Znienawidziłam ludzi, świat i samą siebie. Moje dni wyglądały identycznie. Rano szłam do szkoły udawałam, że wszystko jest okay, a później całą noc płakałam. Nie radziłam sobie ze wszystkim. Myślę, że jak na pierwszy raz tyle wystarczy. Proszę Cię nie męcz mnie już więcej Oliver. Kiedyś, jak będę już wystarczająco silna to Ci opowiem dokładniej, a dalszą część historii znasz.

-Liss... Ja.. No cóż nie wiedziałem, że jest aż tak źle.- mówiąc to przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Głaszcząc moją głowę swoją pięknie wytatuowaną ręką szepnął- Nie pozwolę żeby stało Ci się coś złego.
Te, z pozoru banalne słowa sprawiły, że poczułam się o wiele lepiej. Wiedziałam już, że mogę całkowicie zaufać Oliverowi.
- Może pójdziemy na spacer?- zaproponował.
- Myślę, że to świetny pomysł, tylko daj mi chwilę na przebranie się.
-Pogadamy o Mark'u?
-Oli... jeszcze nie jestem na to gotowa, proszę Cię nie drąż tamatu
-Jasne, już nic nie mówię.
Wzięłam ubranie i kosmetyki po czym poszłam do łazienki


Od Autora 

Jejku przepraszam Was za wszystko!  Nareszcie wakacje i będę kontynuować tego bloga. Jak tam po zakończeniu roku szkolnego? Mieliście świadectwa z paskiem ( ja tak :D )? Jakie macie plany na wakacje?

 Początkowo rozdział był dwa razy dłuższy Ale postanowiłam podzielić go na dwa krótsze. Niedługo dodam kolejny rozdział, a jeśli chodzi o historię Liss, nie wiedziałam jak ją opisać, nie wszystko da się wyrazić słowami. W następnych rozdziałach wszystko powinno się wyjaśnić. Liss będzie powoli dokładniej opowiadać o tym co przeżyła. Mam nadzieję  że tym rozdziałem zachęcę Was do czytania mojego bloga. Przepraszam za błędy!


sobota, 18 października 2014

Rozdział 5

 "Perspektywa Andy'ego"

-Liss może nam pomożesz? Liss?- rozejrzałem się dookoła, ale nigdzie jej nie zauważyłem.
-Ej widzieliście ją?- zwróciłem się do chłopaków.
-Hmmm jeszcze przed chwilą się tu kręciła.-powiedział Lee rozglądając się.
-Może poszła do pokoju?-wtrącił Jake.
-Ale Liss nie ma pojęcia, w którą stronę powinna iść.- zauważył Oliver.
-Po prostu rozdzielmy się i zdzwonimy się jak ją znajdziemy- zadecydowałem.

Poszedłem w stronę basenu, lecz gdzieś w oddali usłyszałem krzyk. Dochodził chyba z okolic recepcji. Przerażony myślą, że to może być krzyk Liss ruszyłem biegiem w tamtą  stronę. W miarę jak przybliżałem się do recepcji krzyki stawały się głośniejsze. Byłem już pewien, że to jej głos, dlatego jeszcze bardziej przyspieszyłem. Krzyki stały się jakby stłumione. Gdy po jakimś czasie wpadłem do recepcji nie zastałem tam żywej duszy. Zacząłem się zastanawiać co mogło się tu wydarzyć, gdy usłyszałem jakieś cichy płacz. Podszedłem do drzwi, z których prawdopodobnie dochodził ten szloch. Delikatnie zapukałem nie chcąc wystraszyć osoby w środku.
-Czego?!-dobiegł do mnie zachrypnięty męski głos.
-Szukam kogoś z recepcji.
-Andy?! Pomocy!-wrzasnęła nagle Liss.
-Zamknij mordę dziwko! Od teraz jesteś w końcu moja i nikt tego nie zepsuje!- wrzasnął obcy mężczyzna. Usłyszałem też głośnie plaśnięcie wynikające prawdopodobnie z wymierzonego policzka. W tej chwili nie mogłem się powstrzymać. Bo nikt do cholery nie może jej skrzywdzić! Nie pozwolę na to! Szarpiąc jedną ręką za drzwi drugą wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Olivera.
-Niestety ją znalazłem. Mamy problem. Spinaj dupę, zawołaj chłopaków i biegnijcie do recepcji. Nie mam czasu Ci wyjaśnić, Liss jest w niebezpieczeństwie.- Nie zważając na protesty i miliony pytań rozłączyłem się i zacząłem dobijać do drzwi.
- Otwieraj do cholery! Jeśli spadnie jej choć włos z głowy pożałujesz tego dupku!
-Hahahahh myślisz, że się Ciebie boje?! Ja już i tak dostałem to czego chciałem!-zaśmiał się szyderczo.
-Ty skurwielu! Pożałujesz tego!-Chłopcy wbiegli do recepcji.
-Co z Liss?- zaczął Oliver. - Mówiłeś, że ją znalazłeś.
-Jest tam w środku z jakimś facetem.-odpowiedziałem.
-Cooo kurwa!!?!?!?!?!?! Musimy wyważyć drzwi! Natychmiast.
Ustąpiły już za drugim razem. Wpadłem do środka z Oliverem i od razu rzuciliśmy się na tego skurwysyna. Po chwili zauważyłem w kącie skuloną postać. Pozwoliłem by chłopcy zajęli się dupkiem, a sam podszedłem do Lis i przytuliłem ją. Z początku przerażona próbowała mnie odepchnąć, ale nie miała już siły na walkę. Otuliłem ją ramionami szepcząc do ucha, że wszystko już będzie dobrze, po czym wziąłem ją na ręce i ruszyłem w stronę drzwi. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby Oliver był tak wkurwiony. Wyglądał jakby zaraz miał eksplodować. No w sumie nie dziwie mu się, ja przecież czułem się tak samo.
-Zabiorę ją do siebie.-zwróciłem się do przyjaciela.
-Alee, Andy! Uważam, że lepiej by było-zaczął Oliver
-Nie wiem co będzie lepsze, ale ona teraz musi odpocząć  i uspokoić się, nie ma znaczenia, w którym to będzie pokoju.- przerwałem mu wychodząc.

'Perspektywa Liss'

Czuję jak zaciąga mnie to pokoju, przerażona próbuję protestować, w głowie pojawiają mi się najgorsze wizję, wydaje mi się, że słyszę głos anioła, wybawiciela, ale to chyba tylko moje marzenia. Czuję ból, krzyczę...

Obudziłam się. Spokojnie Liss, to był tylko sen. To tylko zły sen.Zamrugałam oczami, żeby przyzwyczaić się do rażącego mnie światła. Odwróciłam głowę w bok by zorientować się gdzie jestem. Zauważyłam obok siebie jakąś postać.
-Andy?- szepnęłam, bo nie miałam siły mówić.
-Tak Liss. Spokojnie, będzie dobrze. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cię jeszcze skrzywdził. Chłopcy zajęli się Mark'iem.
A więc to na prawdę się stało. To jednak nie był sen. Mark, on chciał... Kolejny atak płaczu ogarnął mnie, moje ciało zaczęło drgać.
-Liss, proszę Cię nie płacz. Uspokój się.- mówiąc to wyciągnął ręce w moją stronę.
-Nie dotykaj mnie!-wrzasnęłam przerażona.- Nie zbliżaj się do mnie!
-Mała spokojnie. Nic Ci nie zrobię.-odpowiedział spokojnie.
-Zostaw mnie w spokoju! Wszyscy jesteście tacy sami! Nie dotykaj mnie do cholery!

Odepchnęłam od siebie Andy'ego i starając się zignorować kolejny napad płaczu rzuciłam się w stronę drzwi. Chciałam uciec, być jak najdalej stąd. Chciałam zapomnieć, o wszystkim. O ojcu, o matce, o całej sytuacji  w tej cholernej "rodzinie" (o ile można to tak nazwać), o szkole, o Mark'u... Miałam już dość, to co się stało przypomniało mi wszystko. Stare rany znowu się otworzyły. Przed oczami przeleciała mi każda scena, poczułam każdego siniaka. Widziałam mojego ojca jak mnie bił i poniżał, matkę jak mnie niszczyła słowami, czasem też biła. Koszmar powrócił. W uszach dzwoniły mi wszystkie wyzwiska, niszczące mnie słowa. Zalana łzami, biegłam przed siebie ciemnymi korytarzami. Stukot moich bosych stóp mącił cisze. Po chwili wpadłam na kogoś, deja vu? Krzyknęłam przerażona.
-Betti to ty?- rozpoznałam głos Ash'a. Skinęłam delikatnie głową, bo płacz uniemożliwiał mi jaką kolwiek odpowiedź.
-Choć, zaprowadzę Cię do pokoju.
-Nie! Nie chcę! Puść mnie!- odwróciłam się i pognałam przed siebie.
-Betti! Stój! Liss do cholery zatrzymaj się!- ruszył za mną Ash.
Starałam się zignorować nawoływania Ash'a bo wiedziałam, że i tak zaraz mnie dogoni. Nagle drzwi się otworzyły i dosłownie w ostatniej sekundzie się zatrzymałam. Z pokoju wyszła oczywiście cała ekipa, a jakże by inaczej. A ja chciałam tylko spokoju. Nie chciałam ich widzieć, nie chciałam ich znać. Chciałam po prostu zniknąć
-Liss, martwiłem się o Ciebie. Gdzie byłaś?-podszedł do mnie Oliver obejmując mnie ramieniem. Chciałam odepchnąć go, zacząć krzyczeć, uciec, ale coś mnie powstrzymało. W pewnym stopniu spodobało mi się jego zachowanie, był taki troskliwy, opiekuńczy. Nikt nigdy mnie tak nie traktował, Zawsze byłam niczym, zabawką do bicia i wyzywania, a teraz, z nimi było inaczej. W moim smutnym sercu zapłonęła nadzieja, że koszmar się skończy, że będę mogło doświadczyć choć trochę miłości, dobra i ciepła. Bałam się tych dziwnych dla mnie uczuć, dlatego ich odpychałam. Niestety znów przypomniałam sobie o wszystkim. Nie ma nadziei Liss! Zapamiętaj to sobie do cholery! Bo jak nie to znów będziesz cierpieć!
-Oli, proszę Cię zostawcie mnie. Chce się położyć.-szepnęłam
-Jasne. Chłopaki zbierać się, widzimy się rano!- powiedział Oli poganiając ich rękami. Ja tym czasem wzięłam torbę i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o ścianę i po chwili osunęłam się na podłogę. Poczułam łzy spływające po moich policzkach. Płakałam z tej cholernej bezsilności.  Usłyszałam jeszcze pukanie do drzwi i odpłynęłam.

 'Perspektywa Olivera'

Minęło już ponad pół godziny odkąd Liss weszła do łazienki i od tamtej pory nie dawała oznak życia. Na początku słyszałem jej cichy szloch, ale później nastała przerażająca grobowa cisza. Nawet szum wody jej nie mącił. W końcu postanowiłem sprawdzić co się tam dzieje.
-Liss jesteś tam?-zapukałem delikatnie do drzwi. Żadnej reakcji. Miałem dość czekania więc nożem otworzyłem drzwi. Przeraziłem się widząc Liss, leżącą na podłodze. Przed oczami przeleciały mi najstraszniejsze wizje. Podszedłem do niej i z ulgą stwierdziłem, że oddycha. Zauważyłem na jej bladych policzkach czarne smugi po łzach. Musiała zasnąć płacząc. Schyliłem się i podniosłem ją . Z przerażeniem stwierdziłem, że jest lekka jak piórko. Cholera, czy ta kruszynka nic nie je? Zauważyłem przecież, że na śniadaniu prawie nic nie zjadła. Czy to kolejny jej problem? Nie za wiele ich? Muszę jej pomóc, przecież sama nie poradzi sobie z tym wszystkim. Delikatnie ułożyłem ją na łóżku, otulając kołdrą. Sam usiadłem na łóżku obok. Zacząłem zastanawiać się jak wielkiego cierpienia doznała ta mała niewinna istota, a ile jeszcze przed nią. Było mi jej na prawdę szkoda. Nie zasłużyła na to co ją spotkało.

Od autora

Przepraszam, przepraszam, przepraszam...... Przechodzę obecnie załamanie, staram się nie poddać, noo ale kiepsko mi to wychodzi. No a poza tym szkoła i to na dodatek muzyczna, więc meeega dużo rzeczy do zrobienia. Postaram się częściej siadać do bloga. Sorry, że z takim opóźnieniem, a na dodatek taki krótki.... Przepraszam za błędy, pewnie jest ich dużo, bo rozdział nie sprawdzany! Pisałam na telefonie. No cóż.... Wiem, że juz wcześniej miałam napisać, o przeszłości Liss, ale nie wyszło. Doszły nowe wątki i nie miałam po prostu gdzie wstawić poważną rozmowę Liss z jej przyszłym przyjacielem, ewentualnie chłopakiem....


wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 4

"Perspektywa Olivera"

Moja biedna mała Liss. No w sumie nie moja, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Liss zamieszka u mnie i wszystko będzie idealne. Może dostrzeże mnie jako mężczyznę, a nie tylko jako kolegę. Oby tylko Andy nie spieprzył wszystkiego. Po policzkach Liss ciągle spływały łzy. W sumie to się jej nie dziwie. Mam wrażenie, że ona nie ma już na nic sił. Te wszystkie sytuacje ją wykończą.
Po chwili dotarliśmy do jej mieszkania. Gdy tylko przeszliśmy przez próg do przedpokoju wpadł wściekły i zrozpaczony brat Liss. Obrzucił mnie krytycznym spojrzeniem, jakby miał jakieś uprzedzenia do mnie z powodu moich licznych tatuaży. Przekręciłem oczami.
-Liss kto to do cholery jest?! Nasza matka nie żyje przez Ciebie! A ty zamiast rozpaczać romansujesz z nim!
-To jest Oliver.- mruknęła. Ja pierdolę, nawet jej własny brat oskarża ją o śmierć matki!
-Jak ty kurwa możesz tak mówić chuju pierdolony?! Myślisz, że tylko ty możesz cierpieć po stracie matki?! Czy jesteś aż tak wielkim egoistą, że nie dostrzegasz jak bardzo Liss cierpi? Nie wiem co się działo w jej życiu, ale wczorajsza sytuacja nie była dla niej łatwa. Podejrzewam, że Liss o wiele bardziej przeżywa śmierć matki, bo też się o nią oskarża. A to był wypadek do cholery! Wypadek!
Po tych słowach Liss pobiegła wgłąb mieszkania. Spojrzałem jeszcze wściekłym wzrokiem na jej brata i ruszyłem za nią. Jej pokój był taki smutny, zimny, ciemny. Nie chodzi mi o kolor ścian czy mebli, tylko o atmosferę panującą tu. Ledwie widoczne spod milionów plakatów, rysunków i tekstów ściany miały ciemno fioletowy kolor, a meble były ciemno brązowe. Liss siedziała w kącie łóżka opierając plecy o ścianę. Kolana przyciągnęła do siebie i objęła je rękami. Spojrzała na mnie, a ja podbiegłem do niej i mocną ją objąłem.
-Oliver proszę Cię zabierz mnie stąd! Nie chce tu być! Nie chce mieszkać z chłopakiem matki! Oliver proszę zrób coś!- powiedziała zrozpaczona i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. W jej oczach widziałem smutek, ból, rozpacz i straszną samotność. Pocałowałem czubek jej głowy i odpowiedziałem.
-Liss spokojnie, wszystko będzie dobrze. Obiecuje Ci to. Chodź spakujemy twoje rzeczy i jedziemy do mnie.
Czerwonowłosa przesunęła się na skraj łóżka i gniotąc w rękach czarną pościel zaczęła się rozglądać po pokoju.  Po chwili zsunęła się z łóżka i kucnęła by wyciągnąć spod niego dużą czarną walizkę. Podeszła do szafy i zaczęła z niej wszystko wyciągać. Chciałem pomóc jej, gdy nagle poczułem pod moją ręką coś twardego. Był to ślicznie ozdobiony czarny zeszyt. Oczywiście ciekawość mną zawładnęła i musiałem dowiedzieć się co jest w środku. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem na pierwszej stronie. Był tam piękny rysunek Andy'ego. Był po prostu idealny! Nie wiedziałem, że Liss ma aż taki talent. Andy musi zobaczyć ten swój portret.


Na następnych stronach widniały równie piękne rysunki. Cholera, naprawdę nie sądziłem, że Liss tak rysuje. Ja osobiście totalnie nie umiem rysować. Na prawdę gorzej niż ja chyba się nie da. Przekręciłem kolejną kartkę i zobaczyłem drobnym druczkiem jakieś opowiadanie. Po raz kolejny ciekawość zwyciężyła. 

 Martwe Głosy



Znowu usłyszałam chór jęczących głosów, martwych głosów wzywających mnie do siebie. Towarzyszył im pogłos fletu grającego strasznie wysokie dźwięki, gdzieś w oddali słychać było rytmiczne bębnienie kotłów. Byłam w sali 101, siedziałam w ławce, zastanawiając się skąd dochodzą owe upiorne dźwięki. Siedziałam tak wpatrzona przed siebie – w nicość, patrzyłam nic nie widząc. Zastanawiałam się dlaczego tylko ja słyszę te głosy. Do czegoś byłam im potrzebna, tylko do czego?

 Więcej nie zdążyłem przeczytać bo Liss wyrwała mi zeszyt.
-Oliver! Obiecałeś, że nie dotkniesz więcej moich zeszytów! Okłamałeś mnie! Już nawet Tobie nie mogę ufać?!
-Liss to nie tak. Ja nie chciałem. Liss proszę nie denerwuj się. 
-Oliver! Okłamałeś mnie!!! Czy ty kurwa nie rozumiesz, że te zeszyty to moje PRYWATNE pamiętniki, których nikt nie może czytać?!
- Liss przepraszam. Wybaczysz mi? Proszę Cię, więcej tego nie zrobię. 

Liss obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem po czym odwróciła się bez słowa. Podbiegłem do niej, objąłem w talii i obróciłem w moją stronę.  Zacząłem ją przepraszać, ale ona nie reagowała. W końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem potrząsając ją.
- Liss do cholery błagam Cię odezwij się!
Spojrzała na mnie jeszcze trochę wściekła i szepnęła z rezygnacją
-Jedźmy już.

"Perspektywa Liss"

Pojechaliśmy do tego samego hotelu. W pokoju Olivera zostawiliśmy moje walizki, a później zeszliśmy na dół do jadalni. Tam czekali na nas członkowie bvb i bmth.
-No myślałem, że już się nie zjawicie.- powiedział Nicholls.
-Matt stul pysk. Ważne, że jesteśmy. -warknął w odpowiedzi Oliver.
-Hej piękna, jak masz na imię?- zapytał Andy
-Elisabeth -po raz kolejny wyprzedził mnie w odpowiedzi Oliver.
-Elisabeth?! -spytał z niedowierzaniem Jake.
-To brzmi- zaczął CC
-Tak- dorzucił Jinxx
-Staro... - dokończył Ashley.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale gdy tylko się trochę uspokoiliśmy zauważyłam, że Andy posyła Ashley'owi karcące spojrzenie.
- Mówcie mi po prostu Liss.
- Elisabeth, Liss, Bet, o już wiem! Betti!- wrzasnął Ashley.
-Ash błagam Cię tylko nie Betti!- spojrzałam na niego maślanymi oczkami.
- A od kiedy jesteś na ty z najlepszym amerykańskim basistą ?- spytał Ash.
-Ashley ogarnij dupę i daj jej spokój - powiedział Andy tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Już będę grzeczny tatusiu. - Odpowiedział Ash.
Po raz kolejny wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Oliver? Możemy już iść?- spytałam cicho.
-Jasne Liss.- odpowiedział łapiąc mnie za rękę.
-My już idziemy. Do jutra.
-Ooo. Już się zmywacie? Hahahh rozumiem, że chcecie mieć całą noc dla siebie?- powiedział Nicholls. Słysząc te słowa Andy poruszył się niespokojny na krześle, a Liss obrzuciła Matta wściekłym spojrzeniem.
-Matt dupku przegiąłeś! Jeszcze się z Tobą policzę! Zobaczysz!
-No już spokojnie Oli. Nie spinaj się tak, zostaw energię na nocne zabawy z Liss.
-Matt do cholery skończ!- wrzasnął Oliver łapiąc leżący obok koszyk z pieczywem. Cisnął nim w Matta.
-Ogarnijcie się wszyscy!- krzyknęłam.
- Spokojnie Betti. Robi się ciekawie, więc nie przerywaj im.- dorzucił Ash szczerząc się do mnie.
-Ashley nie mów tak do mnie!- warknęłam .
- Dobra koniec tego- powiedział  Jordan, gdy po całej jadalni zaczęły latać kromki chleba, bułki, serwetki, a nawet łyżki. Gdy wszyscy zaczęli sprzątać ja wymknęłam się bokiem i pobiegłam, tak mi się wtedy wydawało, w stronę pokoju Olivera. Oczywiście już po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Jak na ironię losu nie miałam przy sobie telefonu. Zaczęłam biegać po korytarzach, w końcu dotarłam do recepcji. Podeszłam do lady i nie mogłam uwierzyć kogo tam zobaczyłam. Przede mną stał chłopak mojej mamy Mark.
-Elisabeth?! Co ty tutaj robisz?!
-Jaa... Nie twoja sprawa!
-Nie pyskuj! Przecież wiesz, że będziesz teraz ze mną mieszkać.
-Nie będę!!!
-Oj Elisabeth zobaczysz, będzie ciekawie.- powiedział Mark lustrując mnie pełnym pożądania wzrokiem, od którego przeszedł mnie dreszcz. Podszedł do mnie i złapał mnie w talii przyciągając mnie do siebie.
- Mark zostaw mnie! Pomocy!!!- krzyknęłam, gdy jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele.
-Liss przecież widzę jak na mnie patrzysz. Chodź pójdziemy do pokoju i zrobimy to czego oboje od dawna pragniemy.- mruknął mi prosto do ucha.
-Pomocy! Zabieraj łapy zboczeńcu! Błagam niech mi ktoś pomoże!!!

Od autora

Sorry za błędy. Rozdział jak zawsze krótki. Nie mam weny więc wychodzą takie nudne i przepraszam za to. No ale jak już Liss się ogarnie to będzie ciekawiej. Musi się trochę teraz wypłakać bo na prawdę wiele przeszła. Prawdopodobnie w przyszłym rozdziale dowiecie się czegoś o jej przeszłości... Czekam na komentarze! 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 3

 

 

''Perspektywa Olivera''

Serce mi się ściskało widząc smutek Liss. Płakała już na prawdę długo, ale ja nie chciałem jej przerywać. Każdy musi się czasami wypłakać. Strasznie mi było szkoda Liss, najpierw ta wczorajsza sytuacja, dzisiaj śmierć matki, kurwa ciekawe co będzie jutro. Nie chyba nie chcę tego wiedzieć. A to i tak tylko część powodów do smutku Liss, przecież nic nie wiem o jej przeszłości. W pewnym momencie Liss podniosła się. Gdy zobaczyłem jej pełne smutku, bólu i poczucia winy spojrzenie przeszedł mnie nie przyjemny dreszcz.
-Oliver... Jej oczy znowu się  zaszkliły. Znowu przyciągnąłem Liss do siebie.
-Elisabeth będzie dobrze obiecuje Ci to.
-Nie Oliver, nic nie będzie dobrze! Moja matka nie żyje przeze mnie! To moja wina!
-Liss nie mów tak, to nie twoja wina.
-Oli wczoraj wieczorem ona pojechała mnie szukać. I miała wypadek. Ona zginęła przeze mnie!- ostatnie zdanie wykrzyknęła.
-Liss nie obwiniaj się, to był wypadek!
-Oliver do cholery ty nic nie rozumiesz!- krzyknęła. Miałem ochotę powiedzieć 'A jak mam cokolwiek rozumieć do cholery, jak ty mi kurwa nic nie chcesz wyjaśnić?!' ale wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł przy takiej sytuacji.
-To mi wytłumacz. -odpowiedziałem. Liss prychnęła.
- Moja matka nie żyje, ojca nienawidzę, reszta rodziny mnie nienawidzi za to jaka jestem i za to, że jestem córką mojego ojca, przyjaciół nie mam. Oliver do cholery ja nie mam gdzie mieszkać, ani za co żyć! Jedyną osobą, z którą moja mama utrzymywała kontakt jest jej 'przyjaciel'. A ja cały czas mam wrażenie, że on się do mnie przystawia!
-Liss... Przecież masz mnie.
-Oliverze Sykesie ja pana nie znam. Jest pan starszy ode mnie o 4 lata, gra pan w moim ulubionym zespole i w sumie tyle o Tobie wiem.
-Elisabeth wszytko będzie dobrze, zamieszkasz u mnie. Z moich zarobków się z pewnością utrzymamy.
-Oliver ty jesteś znanym piosenkarzem, a ja jestem nikim!
-Nie mów tak! Jesteś bardzo ważną dla mnie osobą!- mówiąc to ująłem jej piękną twarz w moje ręce, zbliżyłem się do niej i pocałowałem. Był to najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Niestety po pewnym czasie Liss odsunęła się ode mnie. Kładąc swe smukłe dłonie na mojej klatce piersiowej powiedziała:
-Oli proszę odwieź mnie już do domu.
No i czar prysł. Jeśli naprawdę w głębi duszy liczyłem na cudowne wyznanie miłości, to niestety się myliłem.
- Jasne, chodź.

''Perspektywa Elisabeth''

Ból, smutek, przerażenie, rozpacz, zdziwienie, zauroczenie, niepewność, czy można tyle uczuć odczuwać w tym samym czasie? Najwidoczniej można, bo ja właśnie to czułam. Ucieczka, próba gwałtu, Oliver w roli bohatera, zauroczenie, tajemniczy Andy, śmierć matki, pocałunek, tyle różnych sytuacji w tak krótkim czasie. Nie wiedziałam jak mam się zachować, ani co zrobić. Czułam się tak strasznie samotna i zagubiona. Uświadomiłam sobie, że ja naprawdę nie mam żadnego przyjaciela. Oliver i Andy się nie liczą, bo ja przecież ich prawie nie znam! Co prawda odczuwałam jaką więź pomiędzy mną a Andym, a w Oliverze się chyba zauroczyłam, ale to nic nie zmienia.Czułam, że choć ich nie znam to cholernie ich potrzebuje, że oni są moją jedyną nadzieją na przeżycie.


"Perspektywa Olivera"

W trakcie drogi do garażu Liss podała mi adres swojego domu. Więcej się już nie odezwała.  Widziałem kolejne łzy spływające po jej policzku, ale nic nie powiedziałem. Gdy tylko wyszliśmy z samochodu natknęliśmy się na jakieś sąsiadki. Spojrzały na Liss krytycznym wzrokiem i zaczęły między sobą szeptać, ale celowo robiły to na tyle głośno żebyśmy wszystko usłyszeli.
- No i doigrała się. Morderczyni.
-Wysłanniczka Szatana!
-Złożyła własną matkę w ofierze!
Liss słysząc to podeszła do nich. I spojrzała na nie swoimi błyszczącymi od łez oczami. Nic nie powiedziała, tylko tam stała. W tym momencie i ja na nią spojrzałem. Liss wyglądała przerażająco. Teraz zrozumiałem jak trafne z wyglądu jest jej przezwisko. Wyglądała jak prawdziwa Córka Mrozu! Z jej oczy biła wściekłość, chłód, ale też rozpacz i smutek. Nie mogłem uwierzyć, że to ta sama Liss, którą dzisiaj rano pocałowałem. Sąsiadki nie dawały za wygraną.
- No i co jesteś z siebie dumną?! Jesteś MORDERCĄ!
Tego już było za wiele! Nie mogłem tak stać i przysłuchiwać się temu! Co za okrutne babsztyle!
- Czy wam kurwa rozum odjebało!? To był wypadek do cholery! Jak możecie oskarżać o coś tak potwornego Liss! Nie macie serca! Jej matka zginęła w wypadku, a wy zamiast złożyć kondolencje oskarżacie ją o morderstwo! Liss była w trakcie wypadku ze mną! I wiele osób może to potwierdzić!
Panie się nieco zawstydziły, ale nie zamierzały się poddać.
- No tak, teraz się w więcej osób umawia.
-Pewnie na cmentarz poszli! I czcili Szatana!
Myślałem, że eksploduje! Jak one tak mogą!
- Liss została napadnięta i przeszła próbę gwałtu! Dosłownie w ostatniej chwili zauważyłem ją i razem z moimi znajomymi rzuciliśmy się na pomoc! Jesteście egoistycznymi, wrednymi, okrutnymi plotkarkami bez uczuć!
Nie chciałem już nawet na nie spojrzeć. Teraz nie dziwię się Liss. Już rozumiem dlaczego zaczęła ukrywać się pod tą maską.

"Perspektywa Liss"

Wbrew pozorom jestem bardzo wrażliwą osobą. A to co mówiły te sąsiadki było naprawdę okrutne.
-Oliver?
-Taak?
-Dzięki...-mruknęłam. Ja nie miałam siły się z nimi kłócić, byłam mu naprawdę wdzięczna za to, że mnie bronił. Oliver objął ręką moją talię i przyciągnął mnie do siebie. Z rezygnacją oparłam głowę o jego ramię. Miałam już wszystkiego dosyć. A jeszcze wiele przede mną. Ciekawe jak przetrwam rozmowę z bratem? Zaczęłam zastanawiać się nad przyszłością. Co ja teraz kurwa zrobię? Gdzie będę mieszkać, z czego żyć? Jak opłacę szkołę ?! Co ja mam kurwa zrobić?! Nie mogę przecież zamieszkać z Oliverem, choć bardzo tego chce. No ale nie mogę, nie potrafię żyć wiedząc, że jestem od niego uzależniona.

Szkoda, że Liss nie wiedziała o czym w tym samym czasie myśli Oliver...


''Od autora''

Sorry za błędy.  Czekam na komentarze...