"Perspektywa Andy'ego"
-Liss może nam pomożesz? Liss?- rozejrzałem się dookoła, ale nigdzie jej nie zauważyłem.-Ej widzieliście ją?- zwróciłem się do chłopaków.
-Hmmm jeszcze przed chwilą się tu kręciła.-powiedział Lee rozglądając się.
-Może poszła do pokoju?-wtrącił Jake.
-Ale Liss nie ma pojęcia, w którą stronę powinna iść.- zauważył Oliver.
-Po prostu rozdzielmy się i zdzwonimy się jak ją znajdziemy- zadecydowałem.
Poszedłem w stronę basenu, lecz gdzieś w oddali usłyszałem krzyk. Dochodził chyba z okolic recepcji. Przerażony myślą, że to może być krzyk Liss ruszyłem biegiem w tamtą stronę. W miarę jak przybliżałem się do recepcji krzyki stawały się głośniejsze. Byłem już pewien, że to jej głos, dlatego jeszcze bardziej przyspieszyłem. Krzyki stały się jakby stłumione. Gdy po jakimś czasie wpadłem do recepcji nie zastałem tam żywej duszy. Zacząłem się zastanawiać co mogło się tu wydarzyć, gdy usłyszałem jakieś cichy płacz. Podszedłem do drzwi, z których prawdopodobnie dochodził ten szloch. Delikatnie zapukałem nie chcąc wystraszyć osoby w środku.
-Czego?!-dobiegł do mnie zachrypnięty męski głos.
-Szukam kogoś z recepcji.
-Andy?! Pomocy!-wrzasnęła nagle Liss.
-Zamknij mordę dziwko! Od teraz jesteś w końcu moja i nikt tego nie zepsuje!- wrzasnął obcy mężczyzna. Usłyszałem też głośnie plaśnięcie wynikające prawdopodobnie z wymierzonego policzka. W tej chwili nie mogłem się powstrzymać. Bo nikt do cholery nie może jej skrzywdzić! Nie pozwolę na to! Szarpiąc jedną ręką za drzwi drugą wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Olivera.
-Niestety ją znalazłem. Mamy problem. Spinaj dupę, zawołaj chłopaków i biegnijcie do recepcji. Nie mam czasu Ci wyjaśnić, Liss jest w niebezpieczeństwie.- Nie zważając na protesty i miliony pytań rozłączyłem się i zacząłem dobijać do drzwi.
- Otwieraj do cholery! Jeśli spadnie jej choć włos z głowy pożałujesz tego dupku!
-Hahahahh myślisz, że się Ciebie boje?! Ja już i tak dostałem to czego chciałem!-zaśmiał się szyderczo.
-Ty skurwielu! Pożałujesz tego!-Chłopcy wbiegli do recepcji.
-Co z Liss?- zaczął Oliver. - Mówiłeś, że ją znalazłeś.
-Jest tam w środku z jakimś facetem.-odpowiedziałem.
-Cooo kurwa!!?!?!?!?!?! Musimy wyważyć drzwi! Natychmiast.
Ustąpiły już za drugim razem. Wpadłem do środka z Oliverem i od razu rzuciliśmy się na tego skurwysyna. Po chwili zauważyłem w kącie skuloną postać. Pozwoliłem by chłopcy zajęli się dupkiem, a sam podszedłem do Lis i przytuliłem ją. Z początku przerażona próbowała mnie odepchnąć, ale nie miała już siły na walkę. Otuliłem ją ramionami szepcząc do ucha, że wszystko już będzie dobrze, po czym wziąłem ją na ręce i ruszyłem w stronę drzwi. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby Oliver był tak wkurwiony. Wyglądał jakby zaraz miał eksplodować. No w sumie nie dziwie mu się, ja przecież czułem się tak samo.
-Zabiorę ją do siebie.-zwróciłem się do przyjaciela.
-Alee, Andy! Uważam, że lepiej by było-zaczął Oliver
-Nie wiem co będzie lepsze, ale ona teraz musi odpocząć i uspokoić się, nie ma znaczenia, w którym to będzie pokoju.- przerwałem mu wychodząc.
'Perspektywa Liss'
Czuję jak zaciąga mnie to pokoju, przerażona próbuję protestować, w głowie pojawiają mi się najgorsze wizję, wydaje mi się, że słyszę głos anioła, wybawiciela, ale to chyba tylko moje marzenia. Czuję ból, krzyczę...Obudziłam się. Spokojnie Liss, to był tylko sen. To tylko zły sen.Zamrugałam oczami, żeby przyzwyczaić się do rażącego mnie światła. Odwróciłam głowę w bok by zorientować się gdzie jestem. Zauważyłam obok siebie jakąś postać.
-Andy?- szepnęłam, bo nie miałam siły mówić.
-Tak Liss. Spokojnie, będzie dobrze. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cię jeszcze skrzywdził. Chłopcy zajęli się Mark'iem.
A więc to na prawdę się stało. To jednak nie był sen. Mark, on chciał... Kolejny atak płaczu ogarnął mnie, moje ciało zaczęło drgać.
-Liss, proszę Cię nie płacz. Uspokój się.- mówiąc to wyciągnął ręce w moją stronę.
-Nie dotykaj mnie!-wrzasnęłam przerażona.- Nie zbliżaj się do mnie!
-Mała spokojnie. Nic Ci nie zrobię.-odpowiedział spokojnie.
-Zostaw mnie w spokoju! Wszyscy jesteście tacy sami! Nie dotykaj mnie do cholery!
Odepchnęłam od siebie Andy'ego i starając się zignorować kolejny napad płaczu rzuciłam się w stronę drzwi. Chciałam uciec, być jak najdalej stąd. Chciałam zapomnieć, o wszystkim. O ojcu, o matce, o całej sytuacji w tej cholernej "rodzinie" (o ile można to tak nazwać), o szkole, o Mark'u... Miałam już dość, to co się stało przypomniało mi wszystko. Stare rany znowu się otworzyły. Przed oczami przeleciała mi każda scena, poczułam każdego siniaka. Widziałam mojego ojca jak mnie bił i poniżał, matkę jak mnie niszczyła słowami, czasem też biła. Koszmar powrócił. W uszach dzwoniły mi wszystkie wyzwiska, niszczące mnie słowa. Zalana łzami, biegłam przed siebie ciemnymi korytarzami. Stukot moich bosych stóp mącił cisze. Po chwili wpadłam na kogoś, deja vu? Krzyknęłam przerażona.
-Betti to ty?- rozpoznałam głos Ash'a. Skinęłam delikatnie głową, bo płacz uniemożliwiał mi jaką kolwiek odpowiedź.
-Choć, zaprowadzę Cię do pokoju.
-Nie! Nie chcę! Puść mnie!- odwróciłam się i pognałam przed siebie.
-Betti! Stój! Liss do cholery zatrzymaj się!- ruszył za mną Ash.
Starałam się zignorować nawoływania Ash'a bo wiedziałam, że i tak zaraz mnie dogoni. Nagle drzwi się otworzyły i dosłownie w ostatniej sekundzie się zatrzymałam. Z pokoju wyszła oczywiście cała ekipa, a jakże by inaczej. A ja chciałam tylko spokoju. Nie chciałam ich widzieć, nie chciałam ich znać. Chciałam po prostu zniknąć
-Liss, martwiłem się o Ciebie. Gdzie byłaś?-podszedł do mnie Oliver obejmując mnie ramieniem. Chciałam odepchnąć go, zacząć krzyczeć, uciec, ale coś mnie powstrzymało. W pewnym stopniu spodobało mi się jego zachowanie, był taki troskliwy, opiekuńczy. Nikt nigdy mnie tak nie traktował, Zawsze byłam niczym, zabawką do bicia i wyzywania, a teraz, z nimi było inaczej. W moim smutnym sercu zapłonęła nadzieja, że koszmar się skończy, że będę mogło doświadczyć choć trochę miłości, dobra i ciepła. Bałam się tych dziwnych dla mnie uczuć, dlatego ich odpychałam. Niestety znów przypomniałam sobie o wszystkim. Nie ma nadziei Liss! Zapamiętaj to sobie do cholery! Bo jak nie to znów będziesz cierpieć!
-Oli, proszę Cię zostawcie mnie. Chce się położyć.-szepnęłam
-Jasne. Chłopaki zbierać się, widzimy się rano!- powiedział Oli poganiając ich rękami. Ja tym czasem wzięłam torbę i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o ścianę i po chwili osunęłam się na podłogę. Poczułam łzy spływające po moich policzkach. Płakałam z tej cholernej bezsilności. Usłyszałam jeszcze pukanie do drzwi i odpłynęłam.
'Perspektywa Olivera'
Minęło już ponad pół godziny odkąd Liss weszła do łazienki i od tamtej pory nie dawała oznak życia. Na początku słyszałem jej cichy szloch, ale później nastała przerażająca grobowa cisza. Nawet szum wody jej nie mącił. W końcu postanowiłem sprawdzić co się tam dzieje.-Liss jesteś tam?-zapukałem delikatnie do drzwi. Żadnej reakcji. Miałem dość czekania więc nożem otworzyłem drzwi. Przeraziłem się widząc Liss, leżącą na podłodze. Przed oczami przeleciały mi najstraszniejsze wizje. Podszedłem do niej i z ulgą stwierdziłem, że oddycha. Zauważyłem na jej bladych policzkach czarne smugi po łzach. Musiała zasnąć płacząc. Schyliłem się i podniosłem ją . Z przerażeniem stwierdziłem, że jest lekka jak piórko. Cholera, czy ta kruszynka nic nie je? Zauważyłem przecież, że na śniadaniu prawie nic nie zjadła. Czy to kolejny jej problem? Nie za wiele ich? Muszę jej pomóc, przecież sama nie poradzi sobie z tym wszystkim. Delikatnie ułożyłem ją na łóżku, otulając kołdrą. Sam usiadłem na łóżku obok. Zacząłem zastanawiać się jak wielkiego cierpienia doznała ta mała niewinna istota, a ile jeszcze przed nią. Było mi jej na prawdę szkoda. Nie zasłużyła na to co ją spotkało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz