Miałam już tego na prawdę dosyć! Wybiegłam z tego koszmarnego domu, trzaskając z całej siły drzwiami. Wiedziałam, że to rozwścieczy moją kochaną rodzinkę jeszcze bardziej. Przebiegłam jak najszybciej przez całe osiedle, bo nie chciałam nikogo spotkać. Hmm no cóż i tak wiedziałam co by sobie ludzie o mnie pomyśleli widząc mnie w tej chwili "słabości". Łzy spływały po moich policzkach, ale nawet nie próbowałam coś z tym zrobić bo to i tak nic nie da. Łzy nie są przecież oznaką słabości, no ale taki ktoś jak ja i tak nie ma prawa do głosu. Córka Mrozu- tak mnie ostatnio nazywają: taka zimna, oschła, bez uczuć (jeśli tak myślą to znaczy, że jestem dobrą aktorką), z nienawiścią patrzy na cały świat, ahh no i strasznie bluźni, nie mówiąc już o tych czerwonych włosach! Celowo chciałam żeby były takie ogniste bo średnio to pasuje do córki MROZU. W sumie to i tak nie interesowałam się tym co inni o mnie mówią. Wolę żeby nienawidzili mnie taką jaka jestem, niż kochali kogoś, kim nigdy nie będę...
W końcu dotarłam do ogrodzenia osiedla, biegłam wydreptaną przeze mnie ścieżką do mojego ulubionego miejsca. Kocham tam przebywać! Tylko ja cisza i natura... No ewentualnie słucham muzyki. Usiadłam na pniu drzewa i zaczęłam płakać... Nie wiedziałam ile czasu minęło do chwili aż się uspokoiłam. Na szczęście nie było jeszcze za ciemno na rysowanie. Po pewnym czasie z tych można powiedzieć przypadkowo postawionych kresek zaczął się wyjawiać rysunek.
Wiem, że nie mam do talentu do rysowania, ale kocham to więc nie zamierzam przestać. Może kiedyś uda mi się narysować coś na prawdę ładnego...
Popatrzyłam na mój zeszycik na którym widniała Anielica i znów zaczęłam płakać. Nie do końca wiem dlaczego... Stwierdziłam, że mam dosyć siedzenia i pobiegłam prosto przed siebie nie zważając na nic. Po pewnym czasie dotarłam na skraj lasu, oczywiście nie wiedziałam w której części Londynu się znalazłam. Biegłam dalej przed siebie, choć ciągle spływające po policzkach łzy utrudniały mi widoczność. W pewnym momencie wpadłam na jakiegoś rosłego mężczyznę stojącego przede mną. Wydałam z siebie cichy jęk czując jak jego silne wytatuowane ręce ściskają moje nadgarstki.
- Czyżby czerwonowłosa piękność się zgubiła?
- Umm nie, przepraszam, ale ja już muszę wracać. Do widzenia
Szarpnęłam rękami chcąc oswobodzić się z uścisku.
- Wybierasz się gdzieś kochanie? Zostań tu ze mną, z nami.
W tej chwili z cienia wyłoniło się jeszcze 3 mężczyzn. Przeraziłam się widząc ich wygłodniały wzrok lustrujący moje ciało. Zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej, szarpałam się, drapałam, gryzłam, piszczałam. Nie miałam zamiaru dać im tego czego chcieli! W tej chwili zauważyłam inną grupę mężczyzn. Przez chwile przeraziłam się myśląc, że oni są w zmowie z tymi tutaj, ale później stwierdziłam, że z drugiej strony to moja jedyna szansa na ucieczkę. Zaczęłam wrzeszczeć POMOCY!! najgłośniej jak umiałam. Po chwili nadbiegli moi wybawcy. Z zainteresowaniem i zdziwieniem zaczęli przyglądać się mi i moim oprawcą, ale już po chwili zaczęli działać. Pierwszy odezwał się wysoki wytatuowany brunet.
- Puśćcie ją do cholery !
- Spokojnie, spokojnie młody. Jak chcesz to jak skończymy to i wam ją oddamy.
Te słowa widocznie rozwścieczyły bruneta. Spojrzał przelotnie na mnie i widząc moje zaszklone, przerażone oczy i porwane ubranie rzucił się z pięściami na moich oprawców. Jego 4 koledzy przyłączyli się do walki. Po pewnym czasie oprawcy uciekli, grożąc mi, że jeszcze mnie dopadną. Cały czas płakałam i pojękiwałam cicho z bólu. Niestety po tej sytuacji z pewnością będę miała masę siniaków. Brunet podbiegł do mnie podając mi swoją bluzę. Okryłam się nią, nie byłam w stanie mu nawet podziękować. Przelotnie zerknęłam na jego i twarz i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Oto przede mną stał Oliver Sykes...
- Oli?!?
-Hmmm taaak...
Nie mogłam już nic powiedzieć bo moje oczy ponownie się zaszkliły i już nic nie widziałam. Oliver przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Nie wiem jak długo płakałam.
Całkowicie straciłam poczucie czasu. W pewnym momencie poczułam jak
Oliver mnie podnosi, nie sprzeciwiłam się, pozwoliłam mu zanieść się
gdzie chciał. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, hmmm no bo tak na prawdę nic
o nim nie wiem! No oprócz tego że śpiewa w BMTH.
Po chwili wszystkie myśli mnie opuściły, zasnęłam...
Obudziłam
się w wielkim czarnym łóżku. Nie wiedziałam gdzie jestem, ani jak się
tu znalazłam. Zobaczyłam postać siedzącą na skraju łóżka, przetarłam
oczy ze zdziwienia. Tak, to znowu on.
-Yyyy... gdzie ja jestem?
- W hotelu
- Mogę wiedzieć co ja tu robię i jak się tu znalazłam?
- Jak już się tamta wczorajsza sytuacja uspokoiła... to nie wiedziałem co z Tobą zrobić, a stwierdziłem, że nie mogę Cię zostawić
w takim stanie, w środku nocy, na ulicy. W końcu zaprowadziliśmy Ciebie
tutaj, już w trakcie drogi zasnęłaś, a ja nie chciałem Cię budzić.
Bardzo słodko wyglądasz jak śpisz....
-Ummm... ahaa... dzięki. Jak długo spałam? Która jest godzina?
-Dochodzi 14.
- Słucham!? Dlaczego mnie do cholery nie obudziłeś!!?!?!
- Ej, spokojnie. Świat się chyba nie zawali tylko dlatego, że akurat dzisiaj trochę dłużej spałaś.
- Ja muszę już iść. Dzięki za wszystko. Papa
-Nie
myślisz chyba,że od tak sobie pozwolę Ci pójść. Nie ma takiej opcji.
Idź się umyj i ogarnij. A później idziemy na śniadanie.
-Alee...
- Nie ma żadnego ale!
-Ja nie jem śniadań
-Co?
Dlaczego?! Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, a poza tym jesteś
tak chuda, jakbyś od przynajmniej 100 lat leżała w grobie!
- Hahaha! Ale jesteś śmieszny... Zaprowadzisz mnie do tej łazienki?
- Jasne, wstawaj szybko.
- Stop! Chwila ! Gdzie jest moja torebka!?
- Spokojnie tutaj leży.
Wskazał
ręką na torebkę leżącą na szafce nocnej. Zauważyłam, że mój zeszyt z
rysunkami i wierszami jest na wierzchu,a ja przecież zawsze chowałam go w
osobną kieszeń w środku!
-Czy ty grzebałeś mi w torebce? Czy przeglądałeś ten zeszyt?
- Jaa...
- Odpowiedz!
- No przejrzałem kilka stron, bo wypadł z twojej torby, ale spokojnie, to tylko zeszyt!
- Tylko zeszyt!? To mój pamiętnik i jedyna całkowicie prywatna rzecz, a ty tego dotykałeś!!!!
- Przepraszam, nie wiedziałem, że to jakieś przestępstwo... Ładnie rysujesz, a twoje wiersze też są całkiem spoko...
Spojrzałam
na niego wściekła, ale gdy zobaczyłam smutek i poczucie winy w jego
oczach od razu mi serce zmiękło. Miałam jakąś dziwną słabość do Olivera.
- No trudno stało się, ale proszę Cię nie rób tego więcej.
- Ok. Jak ty właściwie masz na imię?
-Liss
- To skrót, czy imię?
- Od Elisabeth
- Ohh Elisabeth piękne imię!
- Nie sądzę. Mów do mnie po prostu Liss. To idziemy do tej łazienki?
Od autora
Od razu
przepraszam za błędy! Wiem, że krótki, ale od czegoś trzeba zacząć.
Komentujcie!

Dziękuję że zostawiłaś mi lokalizację do siebie :3 zapowiada się ciekawie, lecę dalej ;)
OdpowiedzUsuń