"Perspektywa Olivera"
Moja biedna mała Liss. No w sumie nie moja, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Liss zamieszka u mnie i wszystko będzie idealne. Może dostrzeże mnie jako mężczyznę, a nie tylko jako kolegę. Oby tylko Andy nie spieprzył wszystkiego. Po policzkach Liss ciągle spływały łzy. W sumie to się jej nie dziwie. Mam wrażenie, że ona nie ma już na nic sił. Te wszystkie sytuacje ją wykończą.Po chwili dotarliśmy do jej mieszkania. Gdy tylko przeszliśmy przez próg do przedpokoju wpadł wściekły i zrozpaczony brat Liss. Obrzucił mnie krytycznym spojrzeniem, jakby miał jakieś uprzedzenia do mnie z powodu moich licznych tatuaży. Przekręciłem oczami.
-Liss kto to do cholery jest?! Nasza matka nie żyje przez Ciebie! A ty zamiast rozpaczać romansujesz z nim!
-To jest Oliver.- mruknęła. Ja pierdolę, nawet jej własny brat oskarża ją o śmierć matki!
-Jak ty kurwa możesz tak mówić chuju pierdolony?! Myślisz, że tylko ty możesz cierpieć po stracie matki?! Czy jesteś aż tak wielkim egoistą, że nie dostrzegasz jak bardzo Liss cierpi? Nie wiem co się działo w jej życiu, ale wczorajsza sytuacja nie była dla niej łatwa. Podejrzewam, że Liss o wiele bardziej przeżywa śmierć matki, bo też się o nią oskarża. A to był wypadek do cholery! Wypadek!
Po tych słowach Liss pobiegła wgłąb mieszkania. Spojrzałem jeszcze wściekłym wzrokiem na jej brata i ruszyłem za nią. Jej pokój był taki smutny, zimny, ciemny. Nie chodzi mi o kolor ścian czy mebli, tylko o atmosferę panującą tu. Ledwie widoczne spod milionów plakatów, rysunków i tekstów ściany miały ciemno fioletowy kolor, a meble były ciemno brązowe. Liss siedziała w kącie łóżka opierając plecy o ścianę. Kolana przyciągnęła do siebie i objęła je rękami. Spojrzała na mnie, a ja podbiegłem do niej i mocną ją objąłem.
-Oliver proszę Cię zabierz mnie stąd! Nie chce tu być! Nie chce mieszkać z chłopakiem matki! Oliver proszę zrób coś!- powiedziała zrozpaczona i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. W jej oczach widziałem smutek, ból, rozpacz i straszną samotność. Pocałowałem czubek jej głowy i odpowiedziałem.
-Liss spokojnie, wszystko będzie dobrze. Obiecuje Ci to. Chodź spakujemy twoje rzeczy i jedziemy do mnie.
Czerwonowłosa przesunęła się na skraj łóżka i gniotąc w rękach czarną pościel zaczęła się rozglądać po pokoju. Po chwili zsunęła się z łóżka i kucnęła by wyciągnąć spod niego dużą czarną walizkę. Podeszła do szafy i zaczęła z niej wszystko wyciągać. Chciałem pomóc jej, gdy nagle poczułem pod moją ręką coś twardego. Był to ślicznie ozdobiony czarny zeszyt. Oczywiście ciekawość mną zawładnęła i musiałem dowiedzieć się co jest w środku. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem na pierwszej stronie. Był tam piękny rysunek Andy'ego. Był po prostu idealny! Nie wiedziałem, że Liss ma aż taki talent. Andy musi zobaczyć ten swój portret.
Na następnych stronach widniały równie piękne rysunki. Cholera, naprawdę nie sądziłem, że Liss tak rysuje. Ja osobiście totalnie nie umiem rysować. Na prawdę gorzej niż ja chyba się nie da. Przekręciłem kolejną kartkę i zobaczyłem drobnym druczkiem jakieś opowiadanie. Po raz kolejny ciekawość zwyciężyła.
Martwe Głosy
Znowu usłyszałam chór jęczących
głosów, martwych głosów wzywających mnie do siebie. Towarzyszył im pogłos fletu
grającego strasznie wysokie dźwięki, gdzieś w oddali słychać było rytmiczne bębnienie
kotłów. Byłam w sali 101, siedziałam w ławce, zastanawiając się skąd dochodzą
owe upiorne dźwięki. Siedziałam tak wpatrzona przed siebie – w nicość,
patrzyłam nic nie widząc. Zastanawiałam się dlaczego tylko ja słyszę te głosy.
Do czegoś byłam im potrzebna, tylko do czego?
Więcej nie zdążyłem przeczytać bo Liss wyrwała mi zeszyt.
-Oliver! Obiecałeś, że nie dotkniesz więcej moich zeszytów! Okłamałeś mnie! Już nawet Tobie nie mogę ufać?!
-Liss to nie tak. Ja nie chciałem. Liss proszę nie denerwuj się.
-Oliver! Okłamałeś mnie!!! Czy ty kurwa nie rozumiesz, że te zeszyty to moje PRYWATNE pamiętniki, których nikt nie może czytać?!
- Liss przepraszam. Wybaczysz mi? Proszę Cię, więcej tego nie zrobię.
Liss obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem po czym odwróciła się bez słowa. Podbiegłem do niej, objąłem w talii i obróciłem w moją stronę. Zacząłem ją przepraszać, ale ona nie reagowała. W końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem potrząsając ją.
- Liss do cholery błagam Cię odezwij się!
Spojrzała na mnie jeszcze trochę wściekła i szepnęła z rezygnacją
-Jedźmy już.
"Perspektywa Liss"
Pojechaliśmy do tego samego hotelu. W pokoju Olivera zostawiliśmy moje walizki, a później zeszliśmy na dół do jadalni. Tam czekali na nas członkowie bvb i bmth.-No myślałem, że już się nie zjawicie.- powiedział Nicholls.
-Matt stul pysk. Ważne, że jesteśmy. -warknął w odpowiedzi Oliver.
-Hej piękna, jak masz na imię?- zapytał Andy
-Elisabeth -po raz kolejny wyprzedził mnie w odpowiedzi Oliver.
-Elisabeth?! -spytał z niedowierzaniem Jake.
-To brzmi- zaczął CC
-Tak- dorzucił Jinxx
-Staro... - dokończył Ashley.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale gdy tylko się trochę uspokoiliśmy zauważyłam, że Andy posyła Ashley'owi karcące spojrzenie.
- Mówcie mi po prostu Liss.
- Elisabeth, Liss, Bet, o już wiem! Betti!- wrzasnął Ashley.
-Ash błagam Cię tylko nie Betti!- spojrzałam na niego maślanymi oczkami.
- A od kiedy jesteś na ty z najlepszym amerykańskim basistą ?- spytał Ash.
-Ashley ogarnij dupę i daj jej spokój - powiedział Andy tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Już będę grzeczny tatusiu. - Odpowiedział Ash.
Po raz kolejny wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Oliver? Możemy już iść?- spytałam cicho.
-Jasne Liss.- odpowiedział łapiąc mnie za rękę.
-My już idziemy. Do jutra.
-Ooo. Już się zmywacie? Hahahh rozumiem, że chcecie mieć całą noc dla siebie?- powiedział Nicholls. Słysząc te słowa Andy poruszył się niespokojny na krześle, a Liss obrzuciła Matta wściekłym spojrzeniem.
-Matt dupku przegiąłeś! Jeszcze się z Tobą policzę! Zobaczysz!
-No już spokojnie Oli. Nie spinaj się tak, zostaw energię na nocne zabawy z Liss.
-Matt do cholery skończ!- wrzasnął Oliver łapiąc leżący obok koszyk z pieczywem. Cisnął nim w Matta.
-Ogarnijcie się wszyscy!- krzyknęłam.
- Spokojnie Betti. Robi się ciekawie, więc nie przerywaj im.- dorzucił Ash szczerząc się do mnie.
-Ashley nie mów tak do mnie!- warknęłam .
- Dobra koniec tego- powiedział Jordan, gdy po całej jadalni zaczęły latać kromki chleba, bułki, serwetki, a nawet łyżki. Gdy wszyscy zaczęli sprzątać ja wymknęłam się bokiem i pobiegłam, tak mi się wtedy wydawało, w stronę pokoju Olivera. Oczywiście już po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Jak na ironię losu nie miałam przy sobie telefonu. Zaczęłam biegać po korytarzach, w końcu dotarłam do recepcji. Podeszłam do lady i nie mogłam uwierzyć kogo tam zobaczyłam. Przede mną stał chłopak mojej mamy Mark.
-Elisabeth?! Co ty tutaj robisz?!
-Jaa... Nie twoja sprawa!
-Nie pyskuj! Przecież wiesz, że będziesz teraz ze mną mieszkać.
-Nie będę!!!
-Oj Elisabeth zobaczysz, będzie ciekawie.- powiedział Mark lustrując mnie pełnym pożądania wzrokiem, od którego przeszedł mnie dreszcz. Podszedł do mnie i złapał mnie w talii przyciągając mnie do siebie.
- Mark zostaw mnie! Pomocy!!!- krzyknęłam, gdy jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele.
-Liss przecież widzę jak na mnie patrzysz. Chodź pójdziemy do pokoju i zrobimy to czego oboje od dawna pragniemy.- mruknął mi prosto do ucha.
-Pomocy! Zabieraj łapy zboczeńcu! Błagam niech mi ktoś pomoże!!!

