wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 4

"Perspektywa Olivera"

Moja biedna mała Liss. No w sumie nie moja, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Liss zamieszka u mnie i wszystko będzie idealne. Może dostrzeże mnie jako mężczyznę, a nie tylko jako kolegę. Oby tylko Andy nie spieprzył wszystkiego. Po policzkach Liss ciągle spływały łzy. W sumie to się jej nie dziwie. Mam wrażenie, że ona nie ma już na nic sił. Te wszystkie sytuacje ją wykończą.
Po chwili dotarliśmy do jej mieszkania. Gdy tylko przeszliśmy przez próg do przedpokoju wpadł wściekły i zrozpaczony brat Liss. Obrzucił mnie krytycznym spojrzeniem, jakby miał jakieś uprzedzenia do mnie z powodu moich licznych tatuaży. Przekręciłem oczami.
-Liss kto to do cholery jest?! Nasza matka nie żyje przez Ciebie! A ty zamiast rozpaczać romansujesz z nim!
-To jest Oliver.- mruknęła. Ja pierdolę, nawet jej własny brat oskarża ją o śmierć matki!
-Jak ty kurwa możesz tak mówić chuju pierdolony?! Myślisz, że tylko ty możesz cierpieć po stracie matki?! Czy jesteś aż tak wielkim egoistą, że nie dostrzegasz jak bardzo Liss cierpi? Nie wiem co się działo w jej życiu, ale wczorajsza sytuacja nie była dla niej łatwa. Podejrzewam, że Liss o wiele bardziej przeżywa śmierć matki, bo też się o nią oskarża. A to był wypadek do cholery! Wypadek!
Po tych słowach Liss pobiegła wgłąb mieszkania. Spojrzałem jeszcze wściekłym wzrokiem na jej brata i ruszyłem za nią. Jej pokój był taki smutny, zimny, ciemny. Nie chodzi mi o kolor ścian czy mebli, tylko o atmosferę panującą tu. Ledwie widoczne spod milionów plakatów, rysunków i tekstów ściany miały ciemno fioletowy kolor, a meble były ciemno brązowe. Liss siedziała w kącie łóżka opierając plecy o ścianę. Kolana przyciągnęła do siebie i objęła je rękami. Spojrzała na mnie, a ja podbiegłem do niej i mocną ją objąłem.
-Oliver proszę Cię zabierz mnie stąd! Nie chce tu być! Nie chce mieszkać z chłopakiem matki! Oliver proszę zrób coś!- powiedziała zrozpaczona i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. W jej oczach widziałem smutek, ból, rozpacz i straszną samotność. Pocałowałem czubek jej głowy i odpowiedziałem.
-Liss spokojnie, wszystko będzie dobrze. Obiecuje Ci to. Chodź spakujemy twoje rzeczy i jedziemy do mnie.
Czerwonowłosa przesunęła się na skraj łóżka i gniotąc w rękach czarną pościel zaczęła się rozglądać po pokoju.  Po chwili zsunęła się z łóżka i kucnęła by wyciągnąć spod niego dużą czarną walizkę. Podeszła do szafy i zaczęła z niej wszystko wyciągać. Chciałem pomóc jej, gdy nagle poczułem pod moją ręką coś twardego. Był to ślicznie ozdobiony czarny zeszyt. Oczywiście ciekawość mną zawładnęła i musiałem dowiedzieć się co jest w środku. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem na pierwszej stronie. Był tam piękny rysunek Andy'ego. Był po prostu idealny! Nie wiedziałem, że Liss ma aż taki talent. Andy musi zobaczyć ten swój portret.


Na następnych stronach widniały równie piękne rysunki. Cholera, naprawdę nie sądziłem, że Liss tak rysuje. Ja osobiście totalnie nie umiem rysować. Na prawdę gorzej niż ja chyba się nie da. Przekręciłem kolejną kartkę i zobaczyłem drobnym druczkiem jakieś opowiadanie. Po raz kolejny ciekawość zwyciężyła. 

 Martwe Głosy



Znowu usłyszałam chór jęczących głosów, martwych głosów wzywających mnie do siebie. Towarzyszył im pogłos fletu grającego strasznie wysokie dźwięki, gdzieś w oddali słychać było rytmiczne bębnienie kotłów. Byłam w sali 101, siedziałam w ławce, zastanawiając się skąd dochodzą owe upiorne dźwięki. Siedziałam tak wpatrzona przed siebie – w nicość, patrzyłam nic nie widząc. Zastanawiałam się dlaczego tylko ja słyszę te głosy. Do czegoś byłam im potrzebna, tylko do czego?

 Więcej nie zdążyłem przeczytać bo Liss wyrwała mi zeszyt.
-Oliver! Obiecałeś, że nie dotkniesz więcej moich zeszytów! Okłamałeś mnie! Już nawet Tobie nie mogę ufać?!
-Liss to nie tak. Ja nie chciałem. Liss proszę nie denerwuj się. 
-Oliver! Okłamałeś mnie!!! Czy ty kurwa nie rozumiesz, że te zeszyty to moje PRYWATNE pamiętniki, których nikt nie może czytać?!
- Liss przepraszam. Wybaczysz mi? Proszę Cię, więcej tego nie zrobię. 

Liss obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem po czym odwróciła się bez słowa. Podbiegłem do niej, objąłem w talii i obróciłem w moją stronę.  Zacząłem ją przepraszać, ale ona nie reagowała. W końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem potrząsając ją.
- Liss do cholery błagam Cię odezwij się!
Spojrzała na mnie jeszcze trochę wściekła i szepnęła z rezygnacją
-Jedźmy już.

"Perspektywa Liss"

Pojechaliśmy do tego samego hotelu. W pokoju Olivera zostawiliśmy moje walizki, a później zeszliśmy na dół do jadalni. Tam czekali na nas członkowie bvb i bmth.
-No myślałem, że już się nie zjawicie.- powiedział Nicholls.
-Matt stul pysk. Ważne, że jesteśmy. -warknął w odpowiedzi Oliver.
-Hej piękna, jak masz na imię?- zapytał Andy
-Elisabeth -po raz kolejny wyprzedził mnie w odpowiedzi Oliver.
-Elisabeth?! -spytał z niedowierzaniem Jake.
-To brzmi- zaczął CC
-Tak- dorzucił Jinxx
-Staro... - dokończył Ashley.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale gdy tylko się trochę uspokoiliśmy zauważyłam, że Andy posyła Ashley'owi karcące spojrzenie.
- Mówcie mi po prostu Liss.
- Elisabeth, Liss, Bet, o już wiem! Betti!- wrzasnął Ashley.
-Ash błagam Cię tylko nie Betti!- spojrzałam na niego maślanymi oczkami.
- A od kiedy jesteś na ty z najlepszym amerykańskim basistą ?- spytał Ash.
-Ashley ogarnij dupę i daj jej spokój - powiedział Andy tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Już będę grzeczny tatusiu. - Odpowiedział Ash.
Po raz kolejny wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Oliver? Możemy już iść?- spytałam cicho.
-Jasne Liss.- odpowiedział łapiąc mnie za rękę.
-My już idziemy. Do jutra.
-Ooo. Już się zmywacie? Hahahh rozumiem, że chcecie mieć całą noc dla siebie?- powiedział Nicholls. Słysząc te słowa Andy poruszył się niespokojny na krześle, a Liss obrzuciła Matta wściekłym spojrzeniem.
-Matt dupku przegiąłeś! Jeszcze się z Tobą policzę! Zobaczysz!
-No już spokojnie Oli. Nie spinaj się tak, zostaw energię na nocne zabawy z Liss.
-Matt do cholery skończ!- wrzasnął Oliver łapiąc leżący obok koszyk z pieczywem. Cisnął nim w Matta.
-Ogarnijcie się wszyscy!- krzyknęłam.
- Spokojnie Betti. Robi się ciekawie, więc nie przerywaj im.- dorzucił Ash szczerząc się do mnie.
-Ashley nie mów tak do mnie!- warknęłam .
- Dobra koniec tego- powiedział  Jordan, gdy po całej jadalni zaczęły latać kromki chleba, bułki, serwetki, a nawet łyżki. Gdy wszyscy zaczęli sprzątać ja wymknęłam się bokiem i pobiegłam, tak mi się wtedy wydawało, w stronę pokoju Olivera. Oczywiście już po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Jak na ironię losu nie miałam przy sobie telefonu. Zaczęłam biegać po korytarzach, w końcu dotarłam do recepcji. Podeszłam do lady i nie mogłam uwierzyć kogo tam zobaczyłam. Przede mną stał chłopak mojej mamy Mark.
-Elisabeth?! Co ty tutaj robisz?!
-Jaa... Nie twoja sprawa!
-Nie pyskuj! Przecież wiesz, że będziesz teraz ze mną mieszkać.
-Nie będę!!!
-Oj Elisabeth zobaczysz, będzie ciekawie.- powiedział Mark lustrując mnie pełnym pożądania wzrokiem, od którego przeszedł mnie dreszcz. Podszedł do mnie i złapał mnie w talii przyciągając mnie do siebie.
- Mark zostaw mnie! Pomocy!!!- krzyknęłam, gdy jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele.
-Liss przecież widzę jak na mnie patrzysz. Chodź pójdziemy do pokoju i zrobimy to czego oboje od dawna pragniemy.- mruknął mi prosto do ucha.
-Pomocy! Zabieraj łapy zboczeńcu! Błagam niech mi ktoś pomoże!!!

Od autora

Sorry za błędy. Rozdział jak zawsze krótki. Nie mam weny więc wychodzą takie nudne i przepraszam za to. No ale jak już Liss się ogarnie to będzie ciekawiej. Musi się trochę teraz wypłakać bo na prawdę wiele przeszła. Prawdopodobnie w przyszłym rozdziale dowiecie się czegoś o jej przeszłości... Czekam na komentarze! 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 3

 

 

''Perspektywa Olivera''

Serce mi się ściskało widząc smutek Liss. Płakała już na prawdę długo, ale ja nie chciałem jej przerywać. Każdy musi się czasami wypłakać. Strasznie mi było szkoda Liss, najpierw ta wczorajsza sytuacja, dzisiaj śmierć matki, kurwa ciekawe co będzie jutro. Nie chyba nie chcę tego wiedzieć. A to i tak tylko część powodów do smutku Liss, przecież nic nie wiem o jej przeszłości. W pewnym momencie Liss podniosła się. Gdy zobaczyłem jej pełne smutku, bólu i poczucia winy spojrzenie przeszedł mnie nie przyjemny dreszcz.
-Oliver... Jej oczy znowu się  zaszkliły. Znowu przyciągnąłem Liss do siebie.
-Elisabeth będzie dobrze obiecuje Ci to.
-Nie Oliver, nic nie będzie dobrze! Moja matka nie żyje przeze mnie! To moja wina!
-Liss nie mów tak, to nie twoja wina.
-Oli wczoraj wieczorem ona pojechała mnie szukać. I miała wypadek. Ona zginęła przeze mnie!- ostatnie zdanie wykrzyknęła.
-Liss nie obwiniaj się, to był wypadek!
-Oliver do cholery ty nic nie rozumiesz!- krzyknęła. Miałem ochotę powiedzieć 'A jak mam cokolwiek rozumieć do cholery, jak ty mi kurwa nic nie chcesz wyjaśnić?!' ale wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł przy takiej sytuacji.
-To mi wytłumacz. -odpowiedziałem. Liss prychnęła.
- Moja matka nie żyje, ojca nienawidzę, reszta rodziny mnie nienawidzi za to jaka jestem i za to, że jestem córką mojego ojca, przyjaciół nie mam. Oliver do cholery ja nie mam gdzie mieszkać, ani za co żyć! Jedyną osobą, z którą moja mama utrzymywała kontakt jest jej 'przyjaciel'. A ja cały czas mam wrażenie, że on się do mnie przystawia!
-Liss... Przecież masz mnie.
-Oliverze Sykesie ja pana nie znam. Jest pan starszy ode mnie o 4 lata, gra pan w moim ulubionym zespole i w sumie tyle o Tobie wiem.
-Elisabeth wszytko będzie dobrze, zamieszkasz u mnie. Z moich zarobków się z pewnością utrzymamy.
-Oliver ty jesteś znanym piosenkarzem, a ja jestem nikim!
-Nie mów tak! Jesteś bardzo ważną dla mnie osobą!- mówiąc to ująłem jej piękną twarz w moje ręce, zbliżyłem się do niej i pocałowałem. Był to najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Niestety po pewnym czasie Liss odsunęła się ode mnie. Kładąc swe smukłe dłonie na mojej klatce piersiowej powiedziała:
-Oli proszę odwieź mnie już do domu.
No i czar prysł. Jeśli naprawdę w głębi duszy liczyłem na cudowne wyznanie miłości, to niestety się myliłem.
- Jasne, chodź.

''Perspektywa Elisabeth''

Ból, smutek, przerażenie, rozpacz, zdziwienie, zauroczenie, niepewność, czy można tyle uczuć odczuwać w tym samym czasie? Najwidoczniej można, bo ja właśnie to czułam. Ucieczka, próba gwałtu, Oliver w roli bohatera, zauroczenie, tajemniczy Andy, śmierć matki, pocałunek, tyle różnych sytuacji w tak krótkim czasie. Nie wiedziałam jak mam się zachować, ani co zrobić. Czułam się tak strasznie samotna i zagubiona. Uświadomiłam sobie, że ja naprawdę nie mam żadnego przyjaciela. Oliver i Andy się nie liczą, bo ja przecież ich prawie nie znam! Co prawda odczuwałam jaką więź pomiędzy mną a Andym, a w Oliverze się chyba zauroczyłam, ale to nic nie zmienia.Czułam, że choć ich nie znam to cholernie ich potrzebuje, że oni są moją jedyną nadzieją na przeżycie.


"Perspektywa Olivera"

W trakcie drogi do garażu Liss podała mi adres swojego domu. Więcej się już nie odezwała.  Widziałem kolejne łzy spływające po jej policzku, ale nic nie powiedziałem. Gdy tylko wyszliśmy z samochodu natknęliśmy się na jakieś sąsiadki. Spojrzały na Liss krytycznym wzrokiem i zaczęły między sobą szeptać, ale celowo robiły to na tyle głośno żebyśmy wszystko usłyszeli.
- No i doigrała się. Morderczyni.
-Wysłanniczka Szatana!
-Złożyła własną matkę w ofierze!
Liss słysząc to podeszła do nich. I spojrzała na nie swoimi błyszczącymi od łez oczami. Nic nie powiedziała, tylko tam stała. W tym momencie i ja na nią spojrzałem. Liss wyglądała przerażająco. Teraz zrozumiałem jak trafne z wyglądu jest jej przezwisko. Wyglądała jak prawdziwa Córka Mrozu! Z jej oczy biła wściekłość, chłód, ale też rozpacz i smutek. Nie mogłem uwierzyć, że to ta sama Liss, którą dzisiaj rano pocałowałem. Sąsiadki nie dawały za wygraną.
- No i co jesteś z siebie dumną?! Jesteś MORDERCĄ!
Tego już było za wiele! Nie mogłem tak stać i przysłuchiwać się temu! Co za okrutne babsztyle!
- Czy wam kurwa rozum odjebało!? To był wypadek do cholery! Jak możecie oskarżać o coś tak potwornego Liss! Nie macie serca! Jej matka zginęła w wypadku, a wy zamiast złożyć kondolencje oskarżacie ją o morderstwo! Liss była w trakcie wypadku ze mną! I wiele osób może to potwierdzić!
Panie się nieco zawstydziły, ale nie zamierzały się poddać.
- No tak, teraz się w więcej osób umawia.
-Pewnie na cmentarz poszli! I czcili Szatana!
Myślałem, że eksploduje! Jak one tak mogą!
- Liss została napadnięta i przeszła próbę gwałtu! Dosłownie w ostatniej chwili zauważyłem ją i razem z moimi znajomymi rzuciliśmy się na pomoc! Jesteście egoistycznymi, wrednymi, okrutnymi plotkarkami bez uczuć!
Nie chciałem już nawet na nie spojrzeć. Teraz nie dziwię się Liss. Już rozumiem dlaczego zaczęła ukrywać się pod tą maską.

"Perspektywa Liss"

Wbrew pozorom jestem bardzo wrażliwą osobą. A to co mówiły te sąsiadki było naprawdę okrutne.
-Oliver?
-Taak?
-Dzięki...-mruknęłam. Ja nie miałam siły się z nimi kłócić, byłam mu naprawdę wdzięczna za to, że mnie bronił. Oliver objął ręką moją talię i przyciągnął mnie do siebie. Z rezygnacją oparłam głowę o jego ramię. Miałam już wszystkiego dosyć. A jeszcze wiele przede mną. Ciekawe jak przetrwam rozmowę z bratem? Zaczęłam zastanawiać się nad przyszłością. Co ja teraz kurwa zrobię? Gdzie będę mieszkać, z czego żyć? Jak opłacę szkołę ?! Co ja mam kurwa zrobić?! Nie mogę przecież zamieszkać z Oliverem, choć bardzo tego chce. No ale nie mogę, nie potrafię żyć wiedząc, że jestem od niego uzależniona.

Szkoda, że Liss nie wiedziała o czym w tym samym czasie myśli Oliver...


''Od autora''

Sorry za błędy.  Czekam na komentarze...


piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 2

Weszłam do ślicznej błękitno-białej łazienki, od razu zauważyłam wielkie lustro. 
Widząc swoje odbicie przeraziłam się. Na twarzy widniały czarne smugi po łzach,
 byłam cała rozmazana, na włosy oraz na strzępki ubrań nawet nie chciałam patrzeć.
Ściągnęłam wszystko z siebie i zauważyłam setki siniaków. Znowu zaszkliły mi się oczy. Nie chciałam myśleć o wczorajszej nocy. Zdecydowałam się na zimny prysznic.
- Może to mnie trochę uspokoi. -mruknęłam. Zadrżałam gdy lodowata woda zetknęła się z 
moim ciałem. Po chwili przyzwyczaiłam się do temperatury wody. Stałam tak wiedząc, że 
kolejne litry łez miesza się z wodą. Po chwili wyszłam spod strumienia wody i owinęłam się ręcznikiem. Uświadomiłam sobie, że nie mam się w co ubrać. To co miałam na sobie wczoraj nie nadawało się do noszenia, a poza tym wywoływało nieprzyjemne wspomnienia. Wychyliłam się zza drzwi i zobaczyłam czekającego na mnie Olivera.
-Oliver? -mruknęłam
- Tak Liss? -spojrzał na mnie podnosząc jedną brew. Ahh jak on słodko wyglądał.
- Jaa... Umm, czy mógłbyś mi pożyczyć jakąś koszulkę?
- Oczywiście. Powinienem o tym wcześniej pomyśleć. -podszedł do szafy i zaczął szukać małej bluzki. Po pewnym czasie podniósł na mnie wzrok i podał mi bluzkę mówiąc.
-Hmm no cóż ta jest chyba najmniejsza.
-Dzięki.
-Niema za co. -mówiąc to uśmiechnął się tak pięknie, że moje serce zabiło szybciej. 
Liss ty go nie znasz! A poza tym to jest Oliver Sykes, a ty jesteś zwykłą dziewczyną.-skarciłam się w duchu. Weszłam do łazienki. Nałożyłam bluzkę, która i tak sięgała mi do połowy ud. Niestety musiałam nałożyć też podarte leginsy z wczorajszego dnia, no cóż jeśli ktoś spyta skąd te dziury po prostu powiem, że tak miało być. Zdecydowałam się na mocny czarny makijaż, często tak robiłam. Uczesałam włosy tak jak zawsze, zasłaniając grzywką pół twarzy. Zawsze wszyscy dziwili się i pytali się mnie dlaczego tak mocno maluje oczy skoro i tak ich nie pokazuje. Hmm no cóż tak po prostu lubię. Spojrzałam na lustro i mruknęłam
- No pięknością nie jesteś Elisabeth, ale teraz przynajmniej wyglądasz znośnie. Wyszłam z łazienki. Oliver od razu spojrzał na mnie i szybkim krokiem do mnie podszedł.
-Liss jesteś na prawdę bardzo śliczna.
- Umm, dzięki.- mruknęłam. Trochę mnie zdziwiło to co powiedział. Ja oczywiście
 jak większość osób w moim wieku średnio się z nim zgadzałam.
Oliver sięgnął ręką do mojej starannie ułożonej grzyweczki, przesuwając ją delikatnie, odsłaniając przy tym moje oczy. Spojrzał w nie tak głęboko, aż mi się w głowie zakręciło. Miałam wrażenie, że wyczytał w moich oczach część mnie. Odruchowo spuściłam wzrok.
-Masz bardzo ładne oczy, czemu je więc ukrywasz?
- Bo tak lubię. - odpowiedziałam cicho. Nie chciałam gadać o tym jak wyglądam. Miałam nadzieję, że przynajmniej on nie będzie się czepiał mojego stylu. Delikatnie podniosłam wzrok i zauważyłam, że Oliver przygląda mi się z zainteresowaniem. Zrobiłam zdziwioną minę, a on odwrócił wzrok. To mnie jeszcze bardziej zdziwiło. Byłam pewna, że znowu coś zacznie gadać, a tymczasem on złapał mnie za rękę i pociągną w stronę drzwi.  Prowadził mnie na dół do jadalni. Musiałam prawie biec by za nim nadążyć. W końcu nie wytrzymałam i gwałtownie się zatrzymałam mówiąc.
-Oliver! Zwolnij do cholery! Nie nadążam !
Posłał mi przepraszający uśmiech, za który mogłabym oddać życie. No nareszcie szliśmy w normalnym tempie.Po chwili byliśmy na miejscu. Widząc nas podnieśli się pozostali członkowie BMTH. Pierwszy odezwał się Nicholls.
- Sykes! Dłużej się nie dało!? Hej piękna.-zwrócił się do mnie
-Ave.-odpowiedziałam. Nichols już chciał zacząć wszystkich przedstawiać,ale Oliver mu przerwał mówiąc
- Daruj sobie stary, ona nas zna. Twarze wszystkich rozjaśniły się w uśmiechu i 5 par oczu spoczęło na mnie. Nienawidziłam takich sytuacji, nie chciałam być w centrum uwagi. Wole trzymać się w cieniu.
- Zdradzisz nam  swoje imię?- ciągną Nichols.
-Liss.- odpowiedziałam cicho. Już miał pytać czy to skrót czy imię, ale Oliver go wyprzedził.
- Od Elisabeth- Powiedział jakby z dumą, co mnie zdziwiło. Nie ma przecież nic nadzwyczajnego w moim imieniu. W tym momencie do jadalni wpadła kolejna grupa osób. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że są to członkowie Black Veil Brides. Kurwa, co się dzieje?- pomyślałam. Spojrzałam na Andy'ego. Eghh dlaczego niektóre istoty na ziemi są tak piękne?! Tak piękne, że jak się na nie spojrzy to aż boli. Po chwili on też spojrzał na mnie tymi swoimi jakby bezdennymi błękitnymi oczami. Od razu poczułam, że jest między nami jakaś trudna do opisania więź. Miałam wrażenie, że on jest jedyną osobą, która mogła by wysłuchać moją bolesną historię i zrozumieć mnie.
 Stałam tak wpatrzona w Andy'ego. Musiało to trochę dziwnie wyglądać i trwało zdecydowanie za długo. Ashley stanął przed Andy'm i zaczął się drzeć mu prosto w twarz.
- ANDY! Ziemia do Andy'ego!- mówiąc to wymachiwał rękami na wszystkie strony. Andy wyjrzał jeszcze raz zza ramienia przyjaciela i posłał mi zaciekawione, a zarazem przepraszające spojrzenie. Odpowiedziałam mu uśmiechem, co widocznie wkurwiło Olivera. Ścisnął mnie za rękę i posłał Andy'emu mordercze spojrzenie. To mnie na prawdę bardzo zdziwiło. Czyżby Oliver był o mnie zazdrosny?! Nie, to nie możliwe. Więc o co mu chodzi?!

'Perspektywa Olivera'

O nie Andy, Liss to chyba pierwsza dziewczyna, która mi się naprawdę spodobała. Ona jest inna, nie taka jak poprzednie. Stary nie niszcz tego!-pomyślałem widząc jak się na siebie patrzą. Bardzo mnie wkurwiła ta sytuacja. Andy mój najlepszy przyjaciel nie może mi tego zrobić! No w sumie to jeszcze nic nie zrobił, ale ten wzrok. Aż się wzdrygnąłem na samo wspomnienie.Powróciłem myślami do teraźniejszości. Wszyscy już siedzieli i coś jedli tylko ja byłem nieobecny myślami.
-Ej stary co z tobą?-odezwał się Nichols
-Jaa...- w tym momencie wszyscy na mnie spojrzeli- Nie, nic, nie ważne. Tylko się zamyśliłem.-mruknąłem.
- Taa... Już Ci wierze, co to za nowa laska? Przedstawisz nam ją?
-Nichols! Daj już spokój! Tylko się zamyśliłem!
Śniadanie dobiegło końca. Liss zjadła jakąś kanapkę, ale i o to musiałem ją poprosić. Andy chciał pogadać z Liss, ale ja się na to nie zgodziłem, mówiąc mu, że ona jest zmęczona po wczorajszej nocy. No i ona musi kiedyś wrócić do domu. W kilku słowach opowiedziałem mu wczorajsze wydarzenie, ale nie chciałem czekać, aż on podejdzie do Liss i zacznie mówić o tym jak jej współczuje. Wiedziałem, że to tylko przywoła nieprzyjemne wspomnienia. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę mojego pokoju.
-Oliver!-wrzasnęła. Zatrzymałem się gwałtownie, przez co Liss się zachwiała i upadła. W ostatniej sekundzie zdążyłem ją złapać. Spiorunowała mnie wzrokiem i szybko się podniosła.
- Oliver do cholery! Przestań biec! Nie nadążam! Możesz mi powiedzieć gdzie Ci się tak śpieszy ?!
-Jaa... Przepraszam.-mruknąłem. Starałem się iść jak najwolniej, co jeszcze bardziej wkurzyło Liss.
- Chciałam tylko zwolnić, a nie wlec się.-powiedziała patrząc na mnie zirytowana. Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco. No, nareszcie dotarliśmy do pokoju. Gdy już usiedliśmy na łóżku poprosiłem Liss żeby coś o sobie powiedziała.
- Hmm no więc... Nielubiana, nietolerowana, inna. Nie wiem co mogę Ci jeszcze powiedzieć. No po prostu Córka Mrozu.
-Córka Mrozu?! Twoje przezwisko?
-Tsaa... Córka Mrozu- tak mnie ostatnio nazywają: taka zimna, bez uczuć, z nienawiścią patrzy na cały świat,strasznie bluźni, no i ma czerwone włosy!
-Ale ty przecież taka nie jesteś. Nie wyglądasz na osobę zimną i bez uczyć.
-No cóż oni tak uważają, a prawda jest inna.
-Mogę wiedzieć co robiłaś wczoraj w środku nocy na tej ciemnej ulicy?
-Jaa... Zabłądziłam. Pokłóciłam się wczoraj z mamą i bratem no i była wielka afera. Najpierw poszłam do mojego ulubionego miejsca w lesie, a później biegłam przed siebie. No i zabłądziłam. Jak już wyszłam z lasu to natknęłam się na tamtych.-odpowiedziała. Jej oczy znowu się zaszkliły. Przytuliłem ją. Mógłbym tak siedzieć i ją obejmować całą wieczność, ale niestety przerwał nam jej telefon. Uśmiechnąłem się słysząc dzwonek. Była to piosenka BMTH ''Go to hell for heaven's sake''. Liss też uśmiechnęła się do mnie. Zerknęła na ekran i z niechęcią odebrała. Osoba po drugiej stronie krzyczała, więc niektóre fragmenty słyszałem.
-ELISABETH! Gdzie ty do cholery jesteś!? Wszyscy Cię szukają.
-Oo to jakaś nowość. Zwykle nie interesujecie się mną.
-Nie żartuj sobie tylko odpowiadaj!
-Jestem w hotelu. Gdzieś przecież musiałam spać. A z matką nie chciałam się spotkać. Już nigdy się do niej nie odezwę!
-Nie będziesz miała okazji.
-Niby dlaczego?
Dalszej części rozmowy nie słyszałem bo mężczyzna po drugiej stronie zniżył głos. Nagle zauważyłem jak twarz Liss robi się nienaturalnie blada.
-Co ty pieprzysz Ben?!
Po pewnym czasie Liss rozłączyła się. Cała się trzęsła i zaczęła płakać. Znowu przytuliłem ją.
-Liss co się stało?!-zapytałem. Żadnej reakcji. Po pewnym czasie ponowiłem próbę dowiedzenia się co się stało, ale i tym razem nie odpowiedziała. Odepchnąłem ją od siebie i delikatnie nią potrząsłem.
-Liss do cholery! Mów co się dzieje!
Po jej policzkach spływały kolejne łzy. W końcu słabym głosem odpowiedziała.
-Moja matka... nie żyje.

 Od autora

 Przepraszam za wszystkie błędy. Wiem, że znowu trochę krótki, no ale przynajmniej coś się zaczyna dziać. Komentujcie! Chce znać waszą opinie.