Weszłam do ślicznej błękitno-białej łazienki, od razu zauważyłam wielkie lustro.
Widząc swoje odbicie przeraziłam się. Na twarzy widniały czarne smugi po łzach,
byłam cała rozmazana, na włosy oraz na strzępki ubrań nawet nie chciałam patrzeć.
Ściągnęłam
wszystko z siebie i zauważyłam setki siniaków. Znowu zaszkliły mi się
oczy. Nie chciałam myśleć o wczorajszej nocy. Zdecydowałam się na zimny
prysznic.
- Może to mnie trochę uspokoi. -mruknęłam. Zadrżałam gdy lodowata woda zetknęła się z
moim ciałem. Po chwili przyzwyczaiłam się do temperatury wody. Stałam tak wiedząc, że
kolejne
litry łez miesza się z wodą. Po chwili wyszłam spod strumienia wody i
owinęłam się ręcznikiem. Uświadomiłam sobie, że nie mam się w co ubrać.
To co miałam na sobie wczoraj nie nadawało się do noszenia, a poza tym
wywoływało nieprzyjemne wspomnienia. Wychyliłam się zza drzwi i
zobaczyłam czekającego na mnie Olivera.
-Oliver? -mruknęłam
- Tak Liss? -spojrzał na mnie podnosząc jedną brew. Ahh jak on słodko wyglądał.
- Jaa... Umm, czy mógłbyś mi pożyczyć jakąś koszulkę?
-
Oczywiście. Powinienem o tym wcześniej pomyśleć. -podszedł do szafy i
zaczął szukać małej bluzki. Po pewnym czasie podniósł na mnie wzrok i
podał mi bluzkę mówiąc.
-Hmm no cóż ta jest chyba najmniejsza.
-Dzięki.
-Niema za co. -mówiąc to uśmiechnął się tak pięknie, że moje serce zabiło szybciej.
Liss
ty go nie znasz! A poza tym to jest Oliver Sykes, a ty jesteś zwykłą
dziewczyną.-skarciłam się w duchu. Weszłam do łazienki. Nałożyłam
bluzkę, która i tak sięgała mi do połowy ud. Niestety musiałam nałożyć
też podarte leginsy z wczorajszego dnia, no cóż jeśli ktoś spyta skąd te
dziury po prostu powiem, że tak miało być. Zdecydowałam się na mocny
czarny makijaż, często tak robiłam. Uczesałam włosy tak jak zawsze,
zasłaniając grzywką pół twarzy. Zawsze wszyscy dziwili się i pytali się
mnie dlaczego tak mocno maluje oczy skoro i tak ich nie pokazuje. Hmm no
cóż tak po prostu lubię. Spojrzałam na lustro i mruknęłam
-
No pięknością nie jesteś Elisabeth, ale teraz przynajmniej wyglądasz
znośnie. Wyszłam z łazienki. Oliver od razu spojrzał na mnie i szybkim
krokiem do mnie podszedł.
-Liss jesteś na prawdę bardzo śliczna.
- Umm, dzięki.- mruknęłam. Trochę mnie zdziwiło to co powiedział. Ja oczywiście
jak większość osób w moim wieku średnio się z nim zgadzałam.
Oliver
sięgnął ręką do mojej starannie ułożonej grzyweczki, przesuwając ją
delikatnie, odsłaniając przy tym moje oczy. Spojrzał w nie tak głęboko,
aż mi się w głowie zakręciło. Miałam wrażenie, że wyczytał w moich
oczach część mnie. Odruchowo spuściłam wzrok.
-Masz bardzo ładne oczy, czemu je więc ukrywasz?
-
Bo tak lubię. - odpowiedziałam cicho. Nie chciałam gadać o tym jak
wyglądam. Miałam nadzieję, że przynajmniej on nie będzie się czepiał
mojego stylu. Delikatnie podniosłam wzrok i zauważyłam, że Oliver
przygląda mi się z zainteresowaniem. Zrobiłam zdziwioną minę, a on
odwrócił wzrok. To mnie jeszcze bardziej zdziwiło. Byłam pewna, że znowu
coś zacznie gadać, a tymczasem on złapał mnie za rękę i pociągną w
stronę drzwi. Prowadził mnie na dół do jadalni. Musiałam prawie biec by
za nim nadążyć. W końcu nie wytrzymałam i gwałtownie się zatrzymałam
mówiąc.
-Oliver! Zwolnij do cholery! Nie nadążam !
Posłał
mi przepraszający uśmiech, za który mogłabym oddać życie. No nareszcie
szliśmy w normalnym tempie.Po chwili byliśmy na miejscu. Widząc nas
podnieśli się pozostali członkowie BMTH. Pierwszy odezwał się Nicholls.
- Sykes! Dłużej się nie dało!? Hej piękna.-zwrócił się do mnie
-Ave.-odpowiedziałam. Nichols już chciał zacząć wszystkich przedstawiać,ale Oliver mu przerwał mówiąc
-
Daruj sobie stary, ona nas zna. Twarze wszystkich rozjaśniły się w
uśmiechu i 5 par oczu spoczęło na mnie. Nienawidziłam takich sytuacji,
nie chciałam być w centrum uwagi. Wole trzymać się w cieniu.
- Zdradzisz nam swoje imię?- ciągną Nichols.
-Liss.- odpowiedziałam cicho. Już miał pytać czy to skrót czy imię, ale Oliver go wyprzedził.
-
Od Elisabeth- Powiedział jakby z dumą, co mnie zdziwiło. Nie ma
przecież nic nadzwyczajnego w moim imieniu. W tym momencie do jadalni
wpadła kolejna grupa osób. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że są to
członkowie Black Veil Brides. Kurwa, co się dzieje?- pomyślałam.
Spojrzałam na Andy'ego. Eghh dlaczego niektóre istoty na ziemi są tak
piękne?! Tak piękne, że jak się na nie spojrzy to aż boli. Po chwili on
też spojrzał na mnie tymi swoimi jakby bezdennymi błękitnymi oczami. Od
razu poczułam, że jest między nami jakaś trudna do opisania więź. Miałam
wrażenie, że on jest jedyną osobą, która mogła by wysłuchać moją
bolesną historię i zrozumieć mnie.
Stałam tak wpatrzona w Andy'ego. Musiało to trochę dziwnie wyglądać i trwało zdecydowanie za długo. Ashley stanął przed Andy'm i zaczął się drzeć mu prosto w twarz.
- ANDY! Ziemia do Andy'ego!- mówiąc to wymachiwał rękami na wszystkie strony. Andy wyjrzał jeszcze raz zza ramienia przyjaciela i posłał mi zaciekawione, a zarazem przepraszające spojrzenie. Odpowiedziałam mu uśmiechem, co widocznie wkurwiło Olivera. Ścisnął mnie za rękę i posłał Andy'emu mordercze spojrzenie. To mnie na prawdę bardzo zdziwiło. Czyżby Oliver był o mnie zazdrosny?! Nie, to nie możliwe. Więc o co mu chodzi?!
'Perspektywa Olivera'
O nie Andy, Liss to chyba pierwsza dziewczyna, która mi się naprawdę spodobała. Ona jest inna, nie taka jak poprzednie. Stary nie niszcz tego!-pomyślałem widząc jak się na siebie patrzą. Bardzo mnie wkurwiła ta sytuacja. Andy mój najlepszy przyjaciel nie może mi tego zrobić! No w sumie to jeszcze nic nie zrobił, ale ten wzrok. Aż się wzdrygnąłem na samo wspomnienie.Powróciłem myślami do teraźniejszości. Wszyscy już siedzieli i coś jedli tylko ja byłem nieobecny myślami.
-Ej stary co z tobą?-odezwał się Nichols
-Jaa...- w tym momencie wszyscy na mnie spojrzeli- Nie, nic, nie ważne. Tylko się zamyśliłem.-mruknąłem.
- Taa... Już Ci wierze, co to za nowa laska? Przedstawisz nam ją?
-Nichols! Daj już spokój! Tylko się zamyśliłem!
Śniadanie dobiegło końca. Liss zjadła jakąś kanapkę, ale i o to musiałem ją poprosić. Andy chciał pogadać z Liss, ale ja się na to nie zgodziłem, mówiąc mu, że ona jest zmęczona po wczorajszej nocy. No i ona musi kiedyś wrócić do domu. W kilku słowach opowiedziałem mu wczorajsze wydarzenie, ale nie chciałem czekać, aż on podejdzie do Liss i zacznie mówić o tym jak jej współczuje. Wiedziałem, że to tylko przywoła nieprzyjemne wspomnienia. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę mojego pokoju.
-Oliver!-wrzasnęła. Zatrzymałem się gwałtownie, przez co Liss się zachwiała i upadła. W ostatniej sekundzie zdążyłem ją złapać. Spiorunowała mnie wzrokiem i szybko się podniosła.
- Oliver do cholery! Przestań biec! Nie nadążam! Możesz mi powiedzieć gdzie Ci się tak śpieszy ?!
-Jaa... Przepraszam.-mruknąłem. Starałem się iść jak najwolniej, co jeszcze bardziej wkurzyło Liss.
- Chciałam tylko zwolnić, a nie wlec się.-powiedziała patrząc na mnie zirytowana. Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco. No, nareszcie dotarliśmy do pokoju. Gdy już usiedliśmy na łóżku poprosiłem Liss żeby coś o sobie powiedziała.
- Hmm no więc... Nielubiana, nietolerowana, inna. Nie wiem co mogę Ci jeszcze powiedzieć. No po prostu Córka Mrozu.
-Córka Mrozu?! Twoje przezwisko?
-Tsaa... Córka Mrozu- tak mnie ostatnio nazywają: taka zimna, bez uczuć, z nienawiścią patrzy na cały świat,strasznie bluźni, no i ma czerwone włosy!
-Ale ty przecież taka nie jesteś. Nie wyglądasz na osobę zimną i bez uczyć.
-No cóż oni tak uważają, a prawda jest inna.
-Mogę wiedzieć co robiłaś wczoraj w środku nocy na tej ciemnej ulicy?
-Jaa... Zabłądziłam. Pokłóciłam się wczoraj z mamą i bratem no i była wielka afera. Najpierw poszłam do mojego ulubionego miejsca w lesie, a później biegłam przed siebie. No i zabłądziłam. Jak już wyszłam z lasu to natknęłam się na tamtych.-odpowiedziała. Jej oczy znowu się zaszkliły. Przytuliłem ją. Mógłbym tak siedzieć i ją obejmować całą wieczność, ale niestety przerwał nam jej telefon. Uśmiechnąłem się słysząc dzwonek. Była to piosenka BMTH ''Go to hell for heaven's sake''. Liss też uśmiechnęła się do mnie. Zerknęła na ekran i z niechęcią odebrała. Osoba po drugiej stronie krzyczała, więc niektóre fragmenty słyszałem.
-ELISABETH! Gdzie ty do cholery jesteś!? Wszyscy Cię szukają.
-Oo to jakaś nowość. Zwykle nie interesujecie się mną.
-Nie żartuj sobie tylko odpowiadaj!
-Jestem w hotelu. Gdzieś przecież musiałam spać. A z matką nie chciałam się spotkać. Już nigdy się do niej nie odezwę!
-Nie będziesz miała okazji.
-Niby dlaczego?
Dalszej części rozmowy nie słyszałem bo mężczyzna po drugiej stronie zniżył głos. Nagle zauważyłem jak twarz Liss robi się nienaturalnie blada.
-Co ty pieprzysz Ben?!
Po pewnym czasie Liss rozłączyła się. Cała się trzęsła i zaczęła płakać. Znowu przytuliłem ją.
-Liss co się stało?!-zapytałem. Żadnej reakcji. Po pewnym czasie ponowiłem próbę dowiedzenia się co się stało, ale i tym razem nie odpowiedziała. Odepchnąłem ją od siebie i delikatnie nią potrząsłem.
-Liss do cholery! Mów co się dzieje!
Po jej policzkach spływały kolejne łzy. W końcu słabym głosem odpowiedziała.
-Moja matka... nie żyje.
-Ej stary co z tobą?-odezwał się Nichols
-Jaa...- w tym momencie wszyscy na mnie spojrzeli- Nie, nic, nie ważne. Tylko się zamyśliłem.-mruknąłem.
- Taa... Już Ci wierze, co to za nowa laska? Przedstawisz nam ją?
-Nichols! Daj już spokój! Tylko się zamyśliłem!
Śniadanie dobiegło końca. Liss zjadła jakąś kanapkę, ale i o to musiałem ją poprosić. Andy chciał pogadać z Liss, ale ja się na to nie zgodziłem, mówiąc mu, że ona jest zmęczona po wczorajszej nocy. No i ona musi kiedyś wrócić do domu. W kilku słowach opowiedziałem mu wczorajsze wydarzenie, ale nie chciałem czekać, aż on podejdzie do Liss i zacznie mówić o tym jak jej współczuje. Wiedziałem, że to tylko przywoła nieprzyjemne wspomnienia. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę mojego pokoju.
-Oliver!-wrzasnęła. Zatrzymałem się gwałtownie, przez co Liss się zachwiała i upadła. W ostatniej sekundzie zdążyłem ją złapać. Spiorunowała mnie wzrokiem i szybko się podniosła.
- Oliver do cholery! Przestań biec! Nie nadążam! Możesz mi powiedzieć gdzie Ci się tak śpieszy ?!
-Jaa... Przepraszam.-mruknąłem. Starałem się iść jak najwolniej, co jeszcze bardziej wkurzyło Liss.
- Chciałam tylko zwolnić, a nie wlec się.-powiedziała patrząc na mnie zirytowana. Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco. No, nareszcie dotarliśmy do pokoju. Gdy już usiedliśmy na łóżku poprosiłem Liss żeby coś o sobie powiedziała.
- Hmm no więc... Nielubiana, nietolerowana, inna. Nie wiem co mogę Ci jeszcze powiedzieć. No po prostu Córka Mrozu.
-Córka Mrozu?! Twoje przezwisko?
-Tsaa... Córka Mrozu- tak mnie ostatnio nazywają: taka zimna, bez uczuć, z nienawiścią patrzy na cały świat,strasznie bluźni, no i ma czerwone włosy!
-Ale ty przecież taka nie jesteś. Nie wyglądasz na osobę zimną i bez uczyć.
-No cóż oni tak uważają, a prawda jest inna.
-Mogę wiedzieć co robiłaś wczoraj w środku nocy na tej ciemnej ulicy?
-Jaa... Zabłądziłam. Pokłóciłam się wczoraj z mamą i bratem no i była wielka afera. Najpierw poszłam do mojego ulubionego miejsca w lesie, a później biegłam przed siebie. No i zabłądziłam. Jak już wyszłam z lasu to natknęłam się na tamtych.-odpowiedziała. Jej oczy znowu się zaszkliły. Przytuliłem ją. Mógłbym tak siedzieć i ją obejmować całą wieczność, ale niestety przerwał nam jej telefon. Uśmiechnąłem się słysząc dzwonek. Była to piosenka BMTH ''Go to hell for heaven's sake''. Liss też uśmiechnęła się do mnie. Zerknęła na ekran i z niechęcią odebrała. Osoba po drugiej stronie krzyczała, więc niektóre fragmenty słyszałem.
-ELISABETH! Gdzie ty do cholery jesteś!? Wszyscy Cię szukają.
-Oo to jakaś nowość. Zwykle nie interesujecie się mną.
-Nie żartuj sobie tylko odpowiadaj!
-Jestem w hotelu. Gdzieś przecież musiałam spać. A z matką nie chciałam się spotkać. Już nigdy się do niej nie odezwę!
-Nie będziesz miała okazji.
-Niby dlaczego?
Dalszej części rozmowy nie słyszałem bo mężczyzna po drugiej stronie zniżył głos. Nagle zauważyłem jak twarz Liss robi się nienaturalnie blada.
-Co ty pieprzysz Ben?!
Po pewnym czasie Liss rozłączyła się. Cała się trzęsła i zaczęła płakać. Znowu przytuliłem ją.
-Liss co się stało?!-zapytałem. Żadnej reakcji. Po pewnym czasie ponowiłem próbę dowiedzenia się co się stało, ale i tym razem nie odpowiedziała. Odepchnąłem ją od siebie i delikatnie nią potrząsłem.
-Liss do cholery! Mów co się dzieje!
Po jej policzkach spływały kolejne łzy. W końcu słabym głosem odpowiedziała.
-Moja matka... nie żyje.
Od autora
Przepraszam za wszystkie błędy. Wiem, że znowu trochę krótki, no ale przynajmniej coś się zaczyna dziać. Komentujcie! Chce znać waszą opinie.

Ludzie! Komentujcie! :) Mi tam się, Madziu, podoba.
OdpowiedzUsuńO Kurwa ja też mam na imię Madzia Hahahah xd
OdpowiedzUsuńakcja trochę szybka ale czytam dalej ;)