sobota, 2 lipca 2016

Witajcie ludki! Z przykrością oświadczam, że to koniec tej historii. Czytając to wszystko teraz tarzam się po podłodze ze śmiechu :) Postanowiłam jednak, że nie usunę bloga, tylko będę wstawiać różne opowiadania, czy cokolwiek innego.

niedziela, 13 marca 2016

Witajcie ludki! Nie wiem czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda, mam nadzieję, że tak. Przepraszam za zaniedbanie bloga, ale jakoś nie bardzo mogę kontynuować tę historię. Zamieszczam opowiadanie całkowicie nie związane z tym blogiem. To zwykłe opowiadanie, liczę na ocenę zarówno pozytywną jak i negatywną. Miłego czytania!

 To był chłodny poranek. Gorąca herbata rozgrzewała jej zmarznięte ciało. Pół godziny wcześniej stała samotnie nad brzegiem morza i wpatrywała się w ciemne fale, uderzające z ogromną mocą o klif. Czuła potworny ból i smutek. Jej rozdzierający krzyk zagłuszało morze. Łzy spływały po jej policzkach, przerażała ją ta cholerna pustka, którą odczuwała. To przez niego, to on, Chris był przyczyną jej cierpienia. Nie wiedziała czy to co kiedyś czuła do tego człowieka to była miłość. Może to tylko przyzwyczajenie. Teraz była pewna, że nienawidziła go. Swoim zachowaniem przewyższył samego siebie. -"Jak zadawałeś ból, tak sam będziesz cierpiał. Jak powodowałeś smutek tak sam będziesz się smucił"- szepnęła , po czym odwróciła się i pobiegła w ciemność. Teraz siedząc w swoim ciepłym i przytulnym mieszkaniu nie mogła uwierzyć w to, jak głupia była wychodząc w niemal letnim ubraniu na taki mróz. Wtedy jednak nie zastanawiała się nad tym jakie konsekwencje będzie miało jej dziecinne zachowanie, po prostu musiała odreagować. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Wiedziała kto dzwoni, dlatego nawet nie podniosła się z krzesła. Od tygodnia kilka razy dziennie dzwonił, co chwile dostawała jakieś wiadomości. Nie zamierzała mu jednak wybaczyć, nawet gdyby przysłał jej tuzin czerwonych róż. Tyle lat się starała, była na każde jego zawołanie, robiła wszystko co mogła by go uszczęśliwić, zapominając przy tym o własnym szczęściu. A on co? Każdego dnia zadawał jej rany psychiczne, nic mu w niej nie pasowało, wszystko robiła źle. Zdradzał ją, wiedziała o tym od dawna, ale mimo to nic nie zrobiła. Bała się zburzyć to, na co tyle czasu pracowała. Może nie było to wymarzone życie i idealny związek, ale tylko takie życie znała. Bała się, że może być jeszcze gorzej, dlatego uparcie próbowała ratować ówczesną sytuacje. Teraz jednak wszystko się zmieniło, tym razem nie mogła już spojrzeć na to wszystko z przymrużonym okiem. W piątek 17 grudnia 2014 roku wróciła z teatru wcześniej niż zwykle. Było to spowodowane nagłą chorobą dyrygenta chóru w związku z czym wszyscy chórzyści zostali zwolnieni do domu. Wracając do mieszkania Chrisa czuła dziwny niepokój. Musiało się coś stać, była tego pewna. Ze zgrzytem zamka otworzyła drzwi. Niestety i tym razem nie zawiodła jej intuicja. Weszła do środka, z głębi domu usłyszała głosy, które od razu rozpoznała. Już wiedziała co tu się wydarzyło. To był Chris i dziewczyna, którą znała z widzenia. Z tego co wiedziała, to dziewczyna była niewiele od niej młodsza, miała koło 20 lat i nazywała się Tara. Teraz jednak widząc ich w jednoznacznej sytuacji, nie interesowało ją życie Tary. Rozejrzała się przelotnie po pomieszczeniu i ze łzami w oczach wybiegła. -Vanesso! Porozmawiajmy!- krzyknął, ale ona nie słuchała, tylko dalej biegła przed siebie. Dogonięcie jej nie zajęło mu długo. Już po chwili boleśnie złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Nie ignoruj mnie.- wysyczał.-To nie tak jak myślisz. -Ohh przestań. Nie chcę nawet słuchać Twoich nic nie wartych słów! Tylko winny się tłumaczy!- wiedziała, że to przysłowie nie jest do końca prawdziwe, ale mimo wykrzyknęła mu je prosto w twarz. -Vanesso, uspokój się. To była tylko niewinna przygoda, chyba nie chcesz teraz przez taką głupotę niszczyć wszystko między nami? -Ja?! Ja niszczę?! Czy Ty siebie w ogóle słyszysz? Myślałeś, że znowu powiem, że nic się nie stało? O nie, nie tym razem. Miarka się przebrała. Chris, to koniec. Żegnaj.-wyrwała mu się z uścisku i ile sił w nogach popędziła przed siebie. Z oddali usłyszała Jego krzyk:-Jeszcze tego pożałujesz Vanesso! Sytuacja ta, gdyby nie była dla niej tak bolesna, mogłaby być śmieszna. Chris próbował użyć dokładnie takich samych wymówek jak wielu innych mężczyzn, zdradzających swoje dziewczyny czy żony. Prawdę mówiąc było to wręcz zabawne. To wszystko wyglądało tak jak w stereotypowych opisach zdrady. Mimo to, było to dla niej koszmarne przeżycie. Jej świat się zawalił. Nie było to spowodowane tylko tą jedną sytuacją, tylko całokształtem. Zobaczenie na własne oczy zdrady Chrisa było tym, co przepełniło czarę goryczy. W ciągu tego tygodnia Chris ciągle do niej wydzwaniał. Pisał sms-y, początkowo z prośbą, o to, by do niego wróciła. Później stały się one mniej przyjazne. Zaczął jej grozić, że jeśli nie spełni jego prośby, to skończy źle. Bała się, cholernie się bała. Wiedziała, że Chris może być dla niej poważnym zagrożeniem, ale postanowiła, że tym razem mu się nie podda. -To już przeszłość Vanesso, uspokój się, nic Ci nie grozi- szepnęła sama do siebie. Zamierzała się dzisiaj upić, tak by na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Wstała od stołu, podeszła do szafki i wyciągnęła z niej butelkę wina. Czerwoną cieczą zapełniła cały, wcześniej przygotowany, kieliszek.
Patrząc przez okno powoli go opróżniała. Ponownie go napełniła. Po chwili zawartość jego tak szybko zaczęła znikać, że stwierdziła, że nie ma sensu tracić czas na przelewanie.
Chwyciła dłońmi butelkę i zaczęła ją powoli obracać. -Co się z Tobą stało Vanesso? Co się stało z Twoimi ideałami, marzeniami? Jak mogłaś poświęcić to wszystko dla kogoś, kto miał Cię za nic?- mówiła sama do siebie. Jej oczy ponownie zaszkliły się, podniosła, przechyliła butelkę i zaczęła pić z gwinta. Po pewnym czasie straciła orientację, jak przez mgłę pamiętała, że ledwo trzymając się na nogach, doczłapała do łóżka w sypialni i się na nie osunęła. Zaczęła śnić. Leżeliśmy razem na trawie. Tylko on i ja, daleko od świata, od ludzi. Było cudownie. Leżałam oparta o Twoją klatkę piersiową, a ty bawiłeś się kosmykami moich włosów. Gdzieś koło nas pięknie ćwierkał cały chór ptaków. Było po prostu idealnie. Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, świat stał przed nami otworem. Nasza miłość wydawała się silniejsza niż wszystko. -Kocham Cię- szepnąłeś mi do ucha. -Ja Ciebie też- odpowiedziałam. Nagle zauważyłam nóż w mojej ręce, nie miałam pojęcia jak on tam się znalazł. Moje ciało przeszył dreszcz. Gwałtownie podniosłam się, Niewidzącymi oczyma spojrzałam na Ciebie. -Vanesso, kochanie, czy coś się stało? Powiedziałem coś nie tak?- zapytał lekko zdziwiony. -Dobrze wiesz o co chodzi. Poderżnę Ci gardło nożem, który zostawiłeś w moich plecach.- wycedziłam i zadałam pierwszy cios. Ostrze zatopiło się głęboko w Twoim wnętrzu. Z rany zaczęła lecieć krew. Oniemiały złapałeś się za brzuch i spojrzałeś na mnie przerażony. Osunąłeś się na ziemię, a ja uklękłam nad Tobą. Zadałam kolejny cios i jeszcze następny. Po pewnym czasie straciłam rachubę. Ciemno czerwona ciecz spływała po moich rękach, ale mi nie było dość. Z ogromną przyjemnością i satysfakcją po raz kolejny zatopiłam w Tobie nóż. Dokoła panowała grobowa cisza, tylko mój szaleńczy śmiech ją mącił. Twoje oczy, już dawno znieruchomiały, ale ja dalej nie przestawałam. Raz za razem zadawałam kolejne ciosy. Wszędzie była krew. Nagle osłupiałam. Spojrzałam na Ciebie, po czym zerknęłam na swoje ręce. -Nie, to niemożliwe. To nie może być prawda. Chris?- szepnęłam. Nie odpowiedział. -Nie, nie, nie, ja nie mogłam go zabić. Chris proszę Cię odezwij się. Chris!!!- krzyczałam bez opamiętania. Vanessa gwałtownie się obudziła. -To tylko sen, spokojnie, to tylko głupi sen.- próbowała się uspokoić. Postanowiła wziąć zimny prysznic. W łazience spędziła nie więcej niż 30 minut. Poszła do kuchni w celu zaparzenia herbaty i ze zdumieniem spostrzegła, że na telefonie, który leżał na stole widniała data Niedziela- 27 grudnia. Oznaczało to, że przespała prawie całą sobotę! Z gorącym kubkiem herbaty poszła do salonu i włączyła telewizor. Przełączyła na kanał, na którym nadawano lokalne wiadomości. Zaczęła słuchać prezenterki. - Prawdopodobnie w sobotni wieczór, brutalnie zamordowany został młody mężczyzna o imieniu Chris B. Ta potworna zbrodnia wstrząsnęła lokalnym społeczeństwem. Policja jak na razie poszukuje dowodów, jedno jest pewne, było to morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Sprawca jak dotąd nieznany. Więcej informacji o 19.00- Vanessa była przerażona. -Nie. To jakieś nieporozumienie. Na pewno nie chodzi o mojego Chrisa. To jakaś pomyłka, to nie może być prawda!- miała mętlik w głowie.- Nie, nie, nie, nie, nie.-powtarzała w kółko. -A co jeśli to ja? Nie! To niemożliwe. To był sen czy jawa?